wtorek, 30 maja 2017

0-9

Soundtrack
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
[ranek]

Usiadłam na krawędzi łóżka, podniosłam się i czym prędzej otworzyłam okno w pokoju. Lekki powiew wiatru oplótł moje policzki niczym dłonie Seunggi, powodując mój uśmiech. Odeszłam od okna, aby móc skierować się w stronę szafy. Była sobota, godzina dziewiąta trzydzieści dwie. Przesunęłam dłonią zasłonę z lustrem, próbując nie patrzeć w swoje odbicie i przekładając ubrania na wieszakach, nie mogłam się zdecydować. Dumając przez dłuższy czas przed szafą w samej bieliźnie, wzięłam w ręce przypadkowe ubrania i zasunęłam szafę. W końcu okazało się, że moje ramiona są odsłonięte, a kolana gołe. Zaśmiałam się pod nosem, ściągając ubrania z siebie.
- Drugie podejście. - przyznałam, odkładając je na półkę znajdującą się na samym dole. Trafiając w końcu na koszulę z długim rękawem, wzięłam ją w dłonie, wciągnęłam na siebie czarne rybaczki i łapiąc w dłoń telefon, podłączyłam go do ładowania. Nie chcąc wiedzieć czy ktokolwiek do mnie dzwonił, zeszłam na dół w skarpetkach i otwierając lodówkę, zorientowałam się, że jest nad wyraz pełna.
- Zrobiłem małe zakupy wczoraj wieczorem. - przyznał ktoś za mną. Odwróciłam się, jednocześnie zamykając lodówkę. Spotykając uśmiech Seunggi, odwzajemniłam go. Od czasu rozmowy o Taehyungu, był inny. Ubierał się luźniej, zmienił fryzurę, był zadowolony i więcej czytał. Byłam się jednak, że w głębi serca nadal chce do niego wrócić, ukazując mu kogo stracił. - Zrobię ci śniadanie, co ty na to?
- Jasne. - przytaknęłam, podając mu fartuszek.
- Już dawno nie widziałem twoich ramion. - przyznał, wskazując na moje odsłonięte ręce.
- Jest sobota Seunggi, a ja jestem w domu. - zakryłam przedramiona dłońmi. - Myślisz, że powinnam coś na nie ubrać? - zwątpiłam.
- Ależ nie. - zatrzymał mnie dłonią. - Wyglądają prześlicznie. - podarował mi uśmiech, wracając do mieszania mojej ulubione zupy z kiełków. Wpatrując się w jego dłonie i uśmiechniętą twarz, nie mogłam nadziwić się tego jak dobrze się trzyma. Sama przyłapałam się kilkukrotnie na myślach zbaczających w temat Taehyunga.
Jego brązowe włosy falowały pod wpływem ruchów ręki, a oczy skierowane były na garnek pełen gotującego się ryżu. W końcu podniósł głowę i spoglądając mi w oczy, zmarszczył czoło.
- Dlaczego tak mi się przyglądasz? - roześmiał się cicho.
- Zastanawiam się kto w nocy podmienił mi brata. - nachyliłam się do przodu, marszcząc nos z uśmiechem.
- Chcesz go pobić? - spytał, udając zaskoczenie.
- Raczej podziękować. - zaśmiałam się razem z nim. - Dobrze widzieć cię takiego uśmiechniętego.
- To zasługa pewnej osoby. - uśmiechnął się, wskazując na mnie. - Siostra, koniec gadania, czas zjeść. - zdjął garnek z kuchenki i rozkładając wszystko do miseczek, postawił je na stole.
Po skończonym posiłku, pozmywałam naczynia i siadając w salonie we dwoje, włączyliśmy powtórkę naszej ulubionej dramy. [...]
Minęła czternasta, a my nadal zalegaliśmy odwłokiem na kanapie. Ten dzień nie należał do najzimniejszych, więc zdecydowaliśmy zostać w domu i nacieszyć się swoim towarzystwem. W końcu ostatnio nasz czas wypełniały imprezy, spotkania z przyjaciółmi, dramaty i praca. Opierając głowę o ramię brata, pociągnęłam nosem, czekając na wyznanie miłości głównego bohatera, prawie wstrzymałam oddech. Słysząc z góry dzwonek swojego telefonu, trwałam na kanapie.
- Nie odbierzesz? - spytał Seunggi. Spojrzałam na niego, kiwając przecząco głową. - Może to coś ważnego. - dodał, zmuszając mnie tym samym do przerwania najlepszego momentu i ruszenia na górę. Zdążyłam złapać telefon w dłonie i szybko odebrać.
- Wiesz coś? - spytałam.
- Ratowaliśmy ją, ale zdechła. - przyznała kobieta po drugiej stronie.
- C-co takiego? - mój głos lekko się załamał. Słuchając wyjaśnień kobiety, pożegnałam ją po chwili i rozłączając się, spojrzałam na ekran komórki. Kilka nieodebranych połączeń od Taehyunga i SMS od Yoongiego. Kasując wszystko w nerwach, schowałam telefon do przedniej kieszonki rybaczek i zbiegłam na dół. Czułam jak po moich policzkach spływają łzy. Weszłam do salonu i patrząc wrogo w stronę Seunggi, pociągnęłam nosem. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i podnosząc się z kanapy, szybko do mnie podszedł. Próbując dotknąć mojego ramienia, żeby mnie przytulić, odepchnęłam jego dłoń zanim to zrobił.
- Jak mogłeś Seunggi? - spytałam.
- Co się stało?
- Twoja sowa zdechła. - przyznałam.
- Żartujesz prawda? - pokręcił przecząco głową.
- Udajesz, czy jest ci na prawdę przykro kretynie? - spytałam zła.
- Możesz przestać? - spytał, podnosząc głos. - Co ci jest?
- Nie dam się nabrać. - parsknęłam śmiechem, zaciskając pięści. - Dosypałeś jej trutki do jedzenia i myślałeś, że nikt się nie dowie?
- Co takiego niby zrobiłem? - wrzasnął. - Czy ty się słyszysz Nawoon?!
- Zdechła bo zatruła się twoim żarciem! - krzyknęłam mu w twarz. Odwracając się na pięcie, podeszłam do póki z butami i wkładając jedne z nich na stopy.
- Gdzie idziesz? - krzyknął za mną nim trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Wyjęłam telefon i ocierając łzy, wybrałam numer Yoongiego. Po trzech sygnałach chłopak w końcu odebrał.
- Pisałem do Ciebie wczoraj, myślałem, że coś ci się stało. - przyznał.
- Mogłabym przyjść i porozmawiać? - spytałam, ocierając łzy wnętrzem dłoni.
- Płaczesz? - spytał. - Um...jestem teraz daleko od dormy, ale idź do mnie, Namjoon pokaże ci mój pokój. Zaczekaj tam na mnie. Muszę kończyć. - rozłączył się szybko. Wzięłam głęboki oddech i idąc coraz szybciej, w końcu dotarłam do drzwi dormy. Zadzwoniłam, nie czekając długo, drzwi otworzył mi Jimin. Widząc moją zapłakaną twarz, wpuścił mnie do środka bez słowa i zamknął za mną drzwi. Nawet gdyby odezwał się złośliwie, nie miałabym siły mu się odgryźć. Zniknął w kuchni, dołączając do Taehyunga, które nie miał odwagi do mnie podejść. Minęłam pomieszczenie bez słowa i chcąc jak najszybciej znaleźć się w pokoju Yoongiego, weszłam na górę. Zastanawiając się czemu Namjoon nie czeka na mnie, żeby to zrobić, chwyciłam za klamkę pierwszych drzwi. Zamknięte. Idąc dalej, natrafiłam na pokój Jeongguka, który siedział w środku i grał na konsoli, nie zwracając na mnie uwagi. Wybrałam kolejno następne drzwi na końcu korytarza. Nacisnęłam klamkę, która ustąpiła pod siłą mojej dłoni. Popchnęłam drzwi, wchodząc do środka. Czystość i zapach pomarańczowego odświeżacza sprawił, że na chwilę się uspokoiłam. Weszłam do środka, patrząc po ścianach, chcąc namierzyć jakąkolwiek rzecz, która należała do Yoongiego. Widząc skórzana kurtkę, westchnęłam i siadając na krawędzi łóżka, rozejrzałam się dookoła. Ciemnobrązowe meble, półki wypełnione książkami i czysta, biała pościel, która idealnie zgrywała się ze zwiewnymi firankami dotykających jasnych paneli podłogowych. Pociągnęłam nosem i słysząc dźwięk przekręcanej zasuwki, spojrzałam w stronę drugich drzwi. Brunet przekroczył próg, a jego twarz przybrała zaskoczony wyraz. Przebiegłam wzrokiem po chłopaku. Biały ręcznik spoczywał przewieszony przez jego ramię. Na brzuchu można było zauważyć zarys mięśni. Jego brązowe i suche dotychczas włosy, ugięły się pod ciężarem wody, która kapała jeszcze z końcówek. Poczułam jak na moją twarz wkrada się rumieniec, a usta rozchylają się z zachwytu. Czym prędzej zakryłam oczy dłońmi, wywołując cichy śmiech ze strony chłopaka.
- Ubierz się. - powiedziałam, czując jak moje serce dopiero teraz zaczęło zwalniać. Chłopak milczał, więc osłoniłam jedną dłoń, upewniając się czy tym razem nie stanie przede mną nagi. Brunet siedział w fotelu, przyglądając mi się z delikatnym uśmiechem. Odsłoniłam twarz, oplatając go wzrokiem. W pewnym sensie nasz kontakt wzrokowy sprawiał, że chciałam schować się pod ziemię, z drugiej zaś, nie chciałam ulegać spojrzeniu, które przypominało intrygującą, gorzką czekoladę. Wyprostowałam się i podnosząc z łóżka, poprawiłam włosy.
- Nawoon. - powiedział chłopak, podnosząc się razem ze mną.
- Nieznajomy. - przyznałam. Brunet uśmiechnął się, podszedł do mnie i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Jung Hoseok. - przedstawił się.
- Hong Nawoon. - uścisnęłam jego dłoń. Dopiero teraz mój wzrok spoczął na odsłoniętej ręce. Wyrwałam ją z uścisku i próbując schować ją za plecami, odwróciłam się do chłopaka. W tym momencie zaczynałam panikować, co nie mogło przynieść nic dobrego.
- Muszę iść. - przyznałam w pośpiechu, chcąc opuścić pokój Hoseoka.
- Zaczekaj. - złapał mnie za lewą rękę, odwracając do siebie. Dotknął mojej prawej ręki, chcąc przesunąć ją do przodu. Nie uda ci się to Hoseok. - pomyślałam, kierując swój błagalny wzrok w jego stronę. Spoglądają w jego oczy, miałam wrażenie, że ustępuję pod wewnętrznym urokiem chłopaka. W końcu odpuściłam i oddając się dotykowi, prośbą, które widziałam w jego oczach, odkręciłam głowę. Chłopak przejechał palcami po mojej ręce. Zaczął od nadgarstka, jadąc powoli w górę i kończąc na barku, złapał moją dłoń.
- Dlatego codziennie widziałem cię w bluzach z długimi rękawami. - westchnął. - Wstydzisz się tego.
Odkręciłam głowę, czując jak w moich oczach wzbierają łzy. Spojrzałam na jego twarz. Myślałam, że zobaczę odrazę, zdegustowanie. On jednak uśmiechnął się i pogładził moją dłoń kciukiem.
Przytaknęłam głową na jego słowa i walcząc z chęcią cofnięcia ręki, wstrzymałam oddech.
- Dałbyś mi coś na długi rękaw? - spytałam. - Na prawdę poczułabym się lepiej...
Bez zbędnych pytań, nie czekając aż skończę, wręczył mi swoją bluzę. Naciągnęłam ją na ramiona, i widząc jak chłopak zaprasza mnie na kanapę przy oknie, usiadłam na jej drugim końcu, podciągając nogi pod siebie.
- Opowiesz mi jak to się stało? - spytał.
- Myślę, że ten dzień przypominał nieco dzisiejszą pogodę. Cztery lata temu zakończyłam treningi z moim dziadkiem. Zajmowałam się małymi drapieżnikami, po nieco dłuższym czasie dziadek razem z Seunggi postanowili dać mi szansę z większym ptactwem. Byłam wtedy lekko strachliwa. Widząc wtedy ogromnego niczym pies orła, jego ostre pazury i duży dziób, uciekałam z piskiem, nie mogąc poradzić sobie z emocjami. Minęło kilka dni, przez które ani Seunggi, ani dziadek nie wspomnieli o powrocie do kursu. Zakradłam się więc późnym wieczorem do orła, przed którym wcześniej uciekłam i wyjęłam go z klatki. Zdjęłam mu kaptur, odwiązałam sznur od jednej z nóg i pościłam w powietrze. Orzeł wzniósł się na kilka minut żeby runąć na mnie całym swoim ciężarem. Widząc jak wysuwa pazury, przypuszczając atak, zasłoniłam twarz dłonią. W pewnym momencie poczułam ból, który skutecznie sprawił, że zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu, pod kroplówką. Seunggi wyjaśnił mi całą sytuację. Moja ręka była jednym, wielkim płatem pociętej skóry. Płakałam przez kilka nocy. Ręka goiła się dobrze, szwy zniknęły. Zostały jedynie blizny. - podsumowałam.
Brunet siedział w milczeniu, przysłuchując się mojej historii. Przysunął się bliżej mnie i dotknął mojej dłoni. W tym samym czasie usłyszałam dzwonek mojej komórki. Speszyłam się i odbierając, skierowałam wzrok przez okno.
- Spóźnię się Nawoon. - przyznał Yoongi,
- Nie musisz się śpieszyć. - odpowiedziałam. - Pójdę już do domu.
- Zostań. - nalegał.
- Wszystko jest już dobrze. - uniosłam kącik ust. - Zobaczymy się kiedy indziej.
- Dobrze, do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się, odkładając telefon do kieszeni. Brunet wpatrywał się we mnie, mrugając co chwilę.
- Pójdę już. - podniosłam się z kanapy. - Nie chcę zabierać ci więcej czasu. - chwyciłam za dół od bluzy, chcąc ją ściągnąć. Brunet jednak powstrzymał mnie swoją dłonią.
- Jest twoja. - uśmiechnął się. Wahałam się przez chwilę, ale odwzajemniłam jego uśmiech.
- Dziękuję. - przytaknęłam głową i wyszłam z jego pokoju, zamykając za sobą drzwi. - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. - przyznałam cicho pod nosem, kierując się do wyjścia.

0-8

Szłam po chodniku co jakiś czas przecierając policzki z łez. Doszłam do domu, zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam przed dokumentami, które leżały na stole w kuchni. Złożyłam powyginane od wody kartki w teczkę i odłożyłam je na stolik.
Wyszłam na korytarz i kierując się w stronę swojego pokoju, stanęłam zdezorientowana.
Seunggi pogrążony w jednej ze swoich książek siedział na schodach. Nie wiedząc co zrobić, stałam tam i wpatrywałam się w mojego brata. Chłopak powoli odkręcił głowę w moją stronę, ukazując zmęczoną twarz. Na jego policzkach widoczne były ścieżki, po których jeszcze kilka minut temu płynęły łzy. Białka poczerwieniały, a żyłki, które przeważnie były niewidoczne, płonęły. Schyliłam głowę, próbując uniknąć jego spojrzenia i ruszyłam przed siebie. Minęłam go bez słowa, słysząc jak się podnosi.
- Kilka dni temu poszedłem do niego żeby wyjaśnić całą sytuację. - usłyszałam za plecami. Stanęłam i odwracając się, napotkałam na plecy chłopaka. - Wiedziałem, że od dłuższego czasu wychodzicie coraz więcej. Wcale się z tym nie krył. - pokręcił głową, opadając na schody. - Przyznał, że się zakochał. - Seunggi wziął głęboki oddech i rozpłakał się, chowając twarz w dłonie. Widząc jak cierpi, zeszłam niżej, siadając obok niego i obejmując go ramieniem, poklepywałam co jakiś czas jego plecy.
- Przepraszam, to moja wina. - powiedziałam cicho.
- Nie. - zaprzeczył. Spoglądając na mnie szklistym wzrokiem, pokiwał głową. - Ten kretyn odpowiada za to co zrobił. Nie mogłaś wiedzieć. - zdobył się na słaby uśmiech. - Oboje nas oszukał.
- Seunggi.. - przytuliłam go mocno i gładząc jego włosy, czułam jak jego oddech powoli się normuje.
- Pójdę już do siebie. - odsunął się ode mnie dyskretnie, podniósł się i ucałował mnie w czubek głowy. - Uważaj na facetów Nawoon, to kretyni. - zszedł na dół i udał się do swojego pokoju, zostawiając mnie samą. Czując w głębi duszy żal, schowałam się w swoim pokoju. Biorąc ciepłą kąpiel, położyłam się do łóżka i nie wiedząc kiedy, zasnęłam.

[popołudnie]

Przeczesałam dłonią włosy, związując je w kucyk z tyłu głowy. Kilka pasm przylepiło się do mojego spoconego czoła. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły. Temperatura mogła dochodzić do około dwudziestu siedmiu stopni. Bezchmurne niebo nie wskazywało na nadejście szybkiego ochłodzenia, a delikatne podmuchy wiatru nie dawały upragnionego chłodu. Schowałam się przez chwilę w cień drzewa, opierając plecy o korę, przymknęłam powieki. Zaczęłam oddychać wolniej. Ciepło, które wrzało w moim ciele przeszło, a ja poczułam się lepiej. Otworzyłam oczy. Jego dłoń wyciągnięta kilka centymetrów ode mnie, trzymała butelkę wody.
- Proszę, napij się. - przyznał cicho, podsuwając mi napój. Wzięłam butelkę, wylałam trochę na dłoń i przetarłam nią twarz. Upijając kilka łuków ze środka, przyglądałam się nieznajomemu, który od jakiegoś czasu zjawiał się tutaj codziennie. Ubrany w czarną koszulkę, szare spodenki, z cienkim łańcuszkiem na szyi. Stał przede mną, wpatrując się w czynności, które wykonuję. Jego oczy rejestrowały każdy mój ruch, a twarz wydawała się niewzruszona.
- Dziękuję za wodę. - przyznałam, delikatnie się uśmiechając.
- Wydaje mi się, że byłoby lepiej, gdybyś zdjęła swoją bluzę. - powiedział, wskazując głowę na moje długie rękawy. Spojrzałam na swoje dłonie i czym prędzej schowałam je w kieszenie spodenek.
- To nie jest konieczne. - odpowiedziałam.
- Skoro tak uważasz. - wzruszył ramionami i odwrócił się na wyjścia.
- Hej, poczekaj. - poszłam za nim, zaczepiając rękaw jego koszulki. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie swoim tajemniczym, brązowym wzrokiem.
- Tak ? - spytał.
- Jak masz na imię? - zapytałam z ciekawością. Brunet spuścił głowę z delikatnym uśmiechem, aby po chwili odejść. - Hej! - krzyknęłam za nim. Chłopak jednak nie zareagował, idąc dalej. - Pięknie. - burknęłam pod nosem lekko zirytowana i kierując się do biura, usiadłam przy biurku. Odchyliłam się na fotelu i wpatrując się w sufit, próbowałam skupić myśli na pracy. Nie wiem ile czasu próbowałam to zrobić, za każdym razem schodziły one na inny tor. Na początku rozmyślałam o Seunggi i Taehyungu. Później jednak skupiłam całą swoją uwagę na nieznajomym. Próbując przywołać jego obraz, zobaczyłam go przez oczyma. Brązowe włosy poddały się powiewowi wiatru, brązowe oczy niczym zwierciadło jego duszy spoglądały na wprost. Koncentrowały się na jakimś ruchu, poruszając niespokojnie. Na górnej wardze zauważyłam małe znamię. W tej chwili jego usta rozchyliły się, pozostawiając pomiędzy wargami niewielką przerwę. Uśmiechnął się. W jego policzkach zobaczyłam słodkie dołeczki.
- O kim myślisz? - męski głos Seunggi wyrwał mnie z rozmyślań. Skierowałam wzrok z sufitu w jego stronę.
- O Tobie. - skłamałam.
- Nigdy nie uśmiechałaś się tak na mój widok. - przyznał, siadając przez biurkiem. Czułam jak na moją twarz wkrada się rumieniec. - Widzisz, o ty mówię. - wskazał na moje, czerwieniące się od wstydu policzki.
- Jak się czujesz? - spytałam, podając mu teczkę kserokopii. Spojrzał na mnie spod grzywki, która spadała mu na oczy.
- Doszedłem do wniosku, że nie warto się smucić. - przyznał, a uśmiech rozpromienił jego twarz.
- Może wybierzemy się dziś na jakąś wycieczkę? - zaproponowałam.
- Chciałbym, ale mam małe urwanie głowy. - powiedział, biorąc teczkę pod pachę. - Może przejdź się z tym chłopakiem.
- Jakim? - zdziwiłam się.
- Z tym, które wywołuje na twojej twarzy ten promienny uśmiech. - przyznał, stając w progu. - Uważaj na siebie, pa.
- Pa. - pożegnałam go i biorąc w wolną dłoń telefon, wybrałam numer zaznajomionej weterynarii.
 Czekając dwa sygnały, usłyszałam po drugiej stronie ciepły, kobiecy głos.
- Witam, Hong Nawoon. - przedstawiłam się. - Wczoraj do waszej weterynarii trafiła sowa z naszego rezerwatu.
- Ah tak, podam panią Sunyoung to telefonu. - przyznała. Po raz kolejny czekałam nim po drugiej stronie usłyszałam znajomy, kobiecy głosik.
- Posłuchaj Nawoon, jeszcze do końca nie wiemy co stało się waszej sowie, ale podejrzewam, że to ze starości - przyznała.
- Do tej pory wszystko było dobrze. - powiedziałam. Martwiłam się. Była jedną z ulubienic mojego dziadka, a zarazem stała się tą ulubioną Seunggi.
- Nie przejmuj się. - pocieszyła mnie. - Zrobimy wszystko żeby podtrzymać ją przy życiu.
- Jeśli będziesz wiedzieć coś więcej, proszę, zadzwoń.
- Tak zrobię. - przytaknęła. - Pa Nawoon.
- Pa. - rozłączyłam się, odkładając telefon do stacji lądującej. Zbierając dokumenty, schowałam je w sejfie i biorąc nogi za pas, czym prędzej wyszłam z pracy. Doszłam do domu, wzięłam prysznic i przebierając się w czyste ubrania, usiadłam na ławce przed domem. Kolejny wieczór zbliżał się szybkimi krokami, pochłaniając już pierwsze promienie zachodzącego słońca. Nie chcąc spędzić go w samotności, podniosłam się i wsiadając do metra, przejechałam kilka stacji. Kupując po drodze dobry alkohol, zapukałam w końcu do drzwi dobrze znanej mi dormy. Czekałam kilka sekund nim ustąpiły pod dłonią kogoś po drugiej stronie. Z uśmiechem powitałam Jaebuma, który przytulił mnie za progiem i zaprosił do środka. Usiadłam z nim w salonie i czekając na powrót reszty naszych przyjaciół, zdążyliśmy zamówić coś do jedzenia. Kiedy reszta pojawiła się w środku, zapanował chaos. Jinyoung dopadł kilka butelek piwa i otwierając je bez pozwolenia Jaebuma, postawił przed każdym po jednej.
- Pijemy. - powiedział z uśmiechem, zdejmując kurtkę i zajmując miejsce obok Bama, podał mu butelkę. Przypominając sobie kilka ostatnich chwil w ich towarzystwie, zaśmiałam się. Jinyoung spojrzał w moją stronę wyzywająco podnosząc jedną brew. Za pierwszym razem nie wiedziałam o co może mu chodzić. Byłam wtedy bardziej nieśmiała, pod kontrolą rodziców i nadopiekuńczego brata. Chłopak jednak przyjął mnie z otwartymi ramionami, nauczył jak dobrze się bawić, z nim, czy bez, z używkami czy bez nich. Chwyciłam pewnie butelkę i kierując wzrok w stronę Kibuma, wręczyłam mu wolną, otwartą butelkę. - Tym razem przegrany płaci za jedzenie. - powiedział w końcu, podnosząc piwo do góry. - Start.
Przechyliłam butelkę do ust i chcąc jak najszybciej wypić piwo, odstawiłam ją zaraz po Jinyongu.
Patrzeliśmy kolejno na osoby opróżniające butelki i jednogłośnie stwierdziliśmy, że to kolej Youngjae.
- Mówiłem, że jestem w tym beznadziejny. - odpowiedział, idąc po portfel.
- Zawsze tak mówi, jak przegrywa. - przyznał Bam, biorąc kolejne piwo. - Jak w rezerwacie?
- Wszystko dobrze. - przyznałam, mijając się z prawdą. Dzwonek do ich drwi zadzwonił, a Youngjae zbiegła na dół. Odebrał zamówienie i stawiając je na stole, usiadł na podłodze, przed stolikiem.
Zajadając się kurczakiem, ryżem i różnymi strączkami, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, przechodząc po chwili do wspomnień. Obiecaliśmy sobie, że w wolnej chwili wybierzemy się w jakieś piękne miejsce. Może nawet odwiedzimy Europę i Somi. Dużymi krokami zbliżała się dwudziesta trzecia. Słysząc dzwonek swojej komórki, podeszłam do kurtki, którą zostawiłam w korytarzu i odebrałam.
- Hej, Nawoon, obudziłem cię? - spytał chłopak.
- Nie Yoongi. - przyznałam. - Coś się stało?
- Chciałem zaprosić cię na imprezę u nas. - powiedział.
- Nawoon, chodź do nas, co robisz? - w korytarzu stanął Jinyoung. Skrzywił się widząc, że rozmawiam przez telefon i podszedł bliżej, zabierając mi go z rąk.
- Nawoon jest w tej chwili nieosiągalna. - przyznał i rozłączając rozmówcę, oddał mi telefon. - Chodź do nas. - złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. Usiadł obok Bama, a mi kazał zająć miejsce obok Kibuma. Widziałam, że chce żebym dobrze się bawiła. Zmuszając mnie jednak do tego zajęcia, odebrał mi całą chęć znajdowania się w jego towarzystwie. Wyjęłam więc telefon i pisząc ukradkiem SMSa do Yoongiego, czekałam na odpowiedź, mając nadzieję, że nie jest zły za zaistniałą wcześniej sytuację.
[N] Przepraszam cię. Jinyoung chce żebym dobrze się bawiła. Jesteś zły?
[Y] Pewnie, że nie. A dobrze się bawisz?
[N] Nie do końca.
[Y] Wpadnij do nas.
[N] Jak mam to zrobić? Nie wymknę się niezauważona.
[Y] Przyjść po Ciebie?
[N] Nie fatyguj się, jakoś dam radę.
[Y] Czekam ;).
Popatrzyłam po chłopakach i chowając telefon do kieszeni, spojrzałam w stronę Jaebuma.
- Muszę już iść, przepraszam was. - przyznałam, podnosząc się z kanapy.
- Zostań jeszcze. - odezwał się Youngjae.
- Dziękuję wam za dobrą zabawę, ale muszę już iść. - obstałam przy swoim. Ubrałam kurtkę i żegnając chłopaków, wyszłam za zewnątrz. Przeszłam na stację metra i w oczekiwaniu na odpowiedni pojazd, usiadłam na ławce. Nagle obok mnie zjawił się Kibum. Spojrzał na mnie spokojnym wzrokiem i chowając dłonie w kieszeniach, chciał coś powiedzieć, po chwili jednak zrezygnował.
- Kiedy ostatnio u mnie byliście, byłeś poważny i cichy. - przyznałam.
- Masz rację. - powiedział.
- To z powodu innego towarzystwa?
- Nie chodzi o towarzystwo. - ponownie na mnie spojrzał. - Tu chodzi tylko o jedną osobę.
- O kogo? - spytałam zaciekawiona.
- Właśnie do niego idziesz. - przyznał, odwracając głowę na wprost. Jego wzrok spoczął na przeciwległej ścianie.
- Skąd...
- Widziałem. - powiedział.
- Jesteś kolejną osobą, która mnie przed nim ostrzega. - przyznałam. - Jesteśmy przyjaciółmi, myślisz, że mógłby mnie skrzywdzić?
- On jest twoim wrogiem. - powiedział ostro chłopak. Podniosłam się, powodując, że jego spojrzenie spoczęło na mojej osobie.
- Wolę mieć prawdziwych wrogów niż sztucznych przyjaciół.
Wsiadłam do wagonu, zostawiając Kibuma na ławce. Usiadłam na siedzeniu i ściskając telefon w dłoni, wyszłam z metra kilka stacji dalej. Widząc przychodzące połączenie od Yoongiego, wyłączyłam telefon i ukrywając się w swoim pokoju, zagłębiłam się w książce.

piątek, 26 maja 2017

0-7

- Absurd. - przyznałam. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą powiedział Yoongi. Wciągnęłam chłodne powietrze do płuc i próbując racjonalnie wszystko sobie wytłumaczyć, spojrzałam jeszcze raz w stronę chłopaka. Siedział tam i wpatrywał się we mnie bez wyrazu na twarzy.
- Przepraszam, myślałem, że o tym wiesz. - powiedział, widząc moje zmieszanie, przysunął się bliżej.
- Yoongi chyba oszalałeś! - krzyknęłam, podnosząc się z ławki. - Pleciesz bzdury! Nawet go nie znasz!
- Nawoon, uspokój się. - powiedział spokojnie chłopak, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Nie rozumiesz Yoongi! - krzyknęłam mu blisko twarzy. - Przecież my się całowaliśmy, cholera. - ściszyłam głos. Chłopak schował mnie w swoich ramionach, chcąc żebym ochłonęła.
- Porozmawiaj z Seunggi, on zrozumie. - przyznał, odsuwając mnie na długość swoich ramion.
- Przecież on się wścieknie.
- Jesteś jego siostrą.
- Tym bardziej go to zaboli. - potarłam czoło. - Chyba muszę wracać do domu.
- Dobrze, odprowadzę cię. - powiedział, wyciągając w moją stronę ramię. Doczepiając się do chłopaka, całą drogę próbowałam wymyślić co powiem mojemu bratu, jak mu to wytłumaczę. Musiałam zebrać się w sobie, zacisnąć szczękę i powiedzieć to bez żadnego zawahania. Yoongi zdążył się ze mną pożegnać, odprowadzając mnie pod same drzwi, co jakiś czas powtarzał "będzie dobrze". Weszłam do środka, przekręcając klucz w drzwiach i badając pomieszczenia, doszłam do wniosku, że Seunggi jest u siebie. Pukając cicho w ciemnobrązowe drewno, weszłam do środka po zaproszeniu.
- Zalałaś dokumenty. - powiedział na samym wejściu, odwracając się do mnie na swoim kręconym fotelu.
- Do jutra wyschną. - odpowiedziałam, siadając na krawędzi jego łóżka. - Seunggi, musimy porozmawiać.
- Co się stało? - spytał. Miałam wrażenie, że przez chwilę w jego głosie słyszę zawahanie.
- Całowałam się z Taehyungiem. - powiedziałam szybko, spoglądając na niego. Seunggi zasłonił twarz dłonią, przecierając oczy.
- Wyjdź. - powiedział, wskazując lewą dłonią wyjście.
- Seunggi, pomiędzy nami nic nie ma. - przyznałam, podnoszą się z pogiętej pościeli. - Nie wiedziałam, że...
- Wynocha! - krzyknął, odkrywając swoją twarz. Jego wzrok przepełniony był nienawiścią. Przestraszyłam się, cofnęłam i czym prędzej wyszłam z jego pokoju.

[popołudnie]

Przechodziłam pomiędzy klatkami doglądając sów Seunggi, który nie pojawił się w pracy. Koncentrując wzrok na jednej z najpiękniejszych odmian jakie widziałam, wzdrygnęłam. Przeszłam przed budynek obok i wbiegając do klatki, upadłam na kolana przed jedną z sów. Położyłam jej dłoń pod głowę i patrząc na zwierzę, skrzywiłam się. Wzywając pomoc, poczekałam na odsiecz i zabrałam sowę do lecznicy. Konsultując się z weterynarzem, wróciłam do rezerwatu i sprawdzając jedzenie, które dostały ptaki, wsypałam resztkę do plastikowego worka, sypiąc nową porcję w pojemniki. Po skończonych obowiązkach, przeszłam do biura. Czas na papierkową robotę. - pomyślałam, siadając przy biurku, przeciągnęłam się na krześle i rozłożyłam dokumenty po całej jego długości. Wypełniając kilka rubryczek, upiłam łyk wody z butelki obok monitora i chcąc wrócić do dokumentów, zwróciłam swój wzrok na postać w drzwiach. Wysoki mężczyzna w garniturze poprawił okulary, które zjechały mu z nosa. Jego perfekcyjnie wymodelowana fryzura i nienaganny strój podpowiadały kłopoty. Długo nie musiałam czekać na potwierdzenie moich przypuszczeń.
- Witam, jestem Min Eunkwang, agent ds. nieruchomości. - wyciągnął wolną dłoń, gotową do uścisku. w moją stronę.
- Hong Nawoon. - podniosłam się z miejsca i witając mężczyznę wskazałam jedno z miejsc przed biurkiem. - W czym mogę panu pomóc?
- Przyszedłem w sprawie kupna. - przyznał.
- Nie bardzo rozumiem. - odpowiedziałam, wracając na miejsce.
- Otrzymaliśmy od pani rezerwatu email z prośbą spotkania.
- Mogłabym zobaczyć jego treść? - spytałam
- Niestety jest to nie możliwe. - przyznał. - Może przejdźmy do innych czynności. - powiedział, rozpinając neseser, który spoczywał na jego kolanach. - Oto umowa i suma, którą możemy zaproponować jako pośrednictwo.
- Chyba źle się zrozumieliśmy. - powiedziałam, patrząc na umowę, którą podsunął mi ów mężczyzna. - Panie Eunkwang, nasz rezerwat nie jest na sprzedaż.
- Proszę jednak o ponowne spojrzenie w umowę. - nalegał. - Jesteśmy w stanie nieco podwyższyć cenę kupna.
- Jest pan bezczelny. - podniosłam się z krzesełka. - Proszę wyjść z mojego biura.
Mężczyzna podniósł się i wyszedł bez słowa, zostawiając umowę kupna. Zdenerwowana przedarłam kartkę i chowając wszystkie dokumenty do sejfu, wyszłam z pracy. Kierując się do domu, wbiegłam do pokoju i biorąc szybki prysznic, po raz kolejny zatrzymałam się przez lustrem. Spojrzałam na swoje odbicie i koncentrując wzrok na zmęczonej twarzy, przetarłam oczy. Byłam pełna bólu i żalu, przypominając sobie wczorajszą sytuację. Włożyłam świeżą bieliznę i stając przy szafie, wzięłam z niej kilka rzeczy. Będąc gotowa, zeszłam na dół i biorąc jabłko z misy na środku kuchennej wyspy, wyszłam na zewnątrz. Widząc kolejnego SMSa od osoby, z którą miałam się spotkać, włożyłam telefon do kieszeni spodni i przechodząc przez ulicę, weszłam do parku. Idąc coraz wolniej, skręciłam w końcu do kawiarenki, którą zaczęłam odwiedzać kilka miesięcy temu i usiadłam przy stoliku.
- Dlaczego chciałeś się spotkać? - spytałam lekko poddenerwowana.
- Nie wściekaj się na mnie. - przyznał, lekko nachylając nad stolikiem.
- Co ty sobie myślisz Jongdae? - zrobiłam ten sam gest co chłopak. - Jedno zaproszenie na kawę nie wystarczy.
- Nie chcę cię denerwować Nawoon. - wyprostował się, kładąc na stoliku teczkę. - Znalazłem dla Ciebie kilka ofert pracy jako modelka.
Wzięłam teczkę w dłonie i przyglądając się pierwszej ofercie, zamknęłam ją szybko.
- Ja już mam pracę. - powiedziałam zła. - I za żadne pieniądze z niej nie zrezygnuję. - przedarłam teczkę w dłoniach, zadziwiona swoją siłą, wyszłam.
Wiedząc gdzie chcę się dostać, przeszłam wolnym krokiem kilka budynków. Poprawiając co chwila niebieski płaszczyk, weszłam przez bramkę i naciskając na klamkę, zdziwiłam się, nie napotykając oporu ze strony drzwi. Zostawiłam buty w korytarzu, przechodząc szybko do salonu. Byłam wściekła, ale gospodarzowi tego budynku należał się szacunek. Spoglądając na górę, mój wzrok napotkał winnego. Jego uśmiechnięta twarz przelała czarę goryczy.
- Kretynie, jak mogłeś?! - krzyknęłam, popychając go do tyłu.
- O co Ci chodzi?
- Byłeś z Seunggi, w tym samym czasie całując i podrywając mnie? - zmarszczyłam czoło z niezadowolenia.
- Sprawa z Seunggi jest skończona.
- Chyba tylko z twojej strony! - krzyknęłam po raz kolejny. Tym razem na dole pojawił się Yoongi.
- Nawoon, mieliście porozmawiać spokojnie. - przyznał.
- Ty jej powiedziałeś? - Taehyung odwrócił się w jego stronę i machnął rękę. Po chwili spojrzał na mnie poważny. - Nawoon porozmawiamy?
- O czym chcesz ze mną rozmawiać? - spytałam, widząc jak Yoongi wchodzi na górę, nie chcąc dalej ingerować w zaistniałą sytuację.
- O mnie i o tobie. - odpowiedział.
- O tobie...o tobie to mogę powiedzieć 6 liter. - chłopak spojrzał na mnie niezrozumiale. - I nie, to nie 'miłość'. To 'frajer'. - podsumowałam.

środa, 24 maja 2017

0-6

[tydzień później]

Usiadłam na ławce obok Seunggi, który kończył właśnie swoje drugie śniadanie i koncentrując się na jego poważnej buzi, westchnęłam.
- Dlaczego taki jesteś? - spytałam.
- Taki, to znaczy jaki? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Kiedy zaczęłam spotykać się z Taehyungiem, przestałeś ze mną rozmawiać. - przyznałam. Zamartwiałam się, a ciągłe milczenie z jego strony było nie do zniesienia.
- Mam dużo pracy. - podsumował, wstając z ławki i kierując się w stronę biura, wyrzucił resztki do kosza.
- Seunggi! - krzyknęłam za nim i nim zdążyłam wstać, żeby złapać go jeszcze przed wejściem, ktoś złapał mnie za nadgarstek.
- Nawoon, hej. - usłyszałam na plecami, a ktoś skrył mnie w swoich ramionach. Patrząc przez chwilę z niedowierzaniem przed siebie, odwzajemniałam uśmiech ślicznotki.
- Co ty tutaj robisz Somi? - spytałam zaskoczona. - Jaebum, hej.
- Przyjechałam się z tobą pożegnać, znów wracam do Europy. - przyznała zasmucona.
- Tak szybko? - wzdrygnęłam. - Nawet nie spędziłyśmy ze sobą tyle czasu ile bym chciała, a ty musisz wyjechać.
- Przepraszam Nawoon, chciałabym żeby było inaczej, ale muszę pracować. - przerwała. - Może razem z Jaebumem i resztą odwiedzicie mnie w przyszłym miesiącu?
- Dobrze. - przytaknęłam, mocno ją przytulając. - Uważaj na siebie i dbaj o swoją mamę.
- Obiecuję. - uśmiechnęła się delikatnie. - Uściśnij Seunggi i resztę. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia Somi. - pomachałam jej na pożegnanie i wróciłam do biura, w poszukiwaniu moje brata. Zajrzałam do pomieszczenia, które znajdowało się prawie przy wejściu, na pierwsze piętro i do sów, nie mogąc nigdzie go namierzyć. Przechodząc zrezygnowana na środek placu, spostrzegłam jak w tłumie po raz kolejny rzuca mi się w oczy tajemniczy brunet. Mrużąc oczy, zaczęłam iść w jego stronę, póki drogi nie zastąpił mi ktoś inni. Yoongi jak miał w zwyczaju, przywitał mnie uśmiechem i poczochrał moje włosy, wiedząc, że za tym nie przepadam.
- Jak się ma moje słońce? - spytał. Był rozpromieniony, niczym dziecko, które dostało przed chwilą dużego lizaka.
- Bardzo dobrze. - przyznałam z uśmiechem. - Co cię tutaj sprowadza? - zapytałam z ciekawością.
- Przyszedłem sprawdzić co u Ciebie. - odpowiedział. - Nie widzieliśmy się przez cały tydzień.
- Ah, tak. - przytaknęłam, kiwając głową.
- To prawda, że spotykasz się z Taehyungiem? - spytał. Kiwnęłam twierdząco głową, na co chłopak schował dłonie w kieszenie kurtki i rozejrzał się dookoła. - Może miałabyś ochotę gdzieś ze mną wyjść?
- Jasne. - zgodziłam się.
- Wpadniesz do nas po dwudziestej, czy raczej jesteś za tym, żebym po ciebie przyjechał?
- Z chęcią przyjdę. - przyznałam. - Powiesz mi gdzie idziemy?
- Niespodzianka. - uśmiechnął się, odwrócił na pięcie i odszedł w stronę wyjścia. Nie zastanawiając się dłużej nad słowami chłopaka, skierowałam się w stronę pomieszczeń socjalnych i biorąc dokumenty z zestawieniami, wyszłam z rezerwatu. Trzymając je pod pachą, dotarłam po dłuższej chwili do domu i zostawiając je na blacie w kuchni, skierowałam się na górę. Zrzucając z siebie ciuchy, weszłam pod prysznic i starannie myjąc włosy, po chwili, stałam już przed lustrem. Próbując odwrócić wzrok do swojego ciała, odeszłam od gładkiej tafli jak najprędzej i zawinęłam się ręcznikiem. Wycierając do sucha, założyłam świeżą bieliznę i podeszłam w niej do szafy. Stojąc przed nią kilka minut, w końcu zdecydowałam się co założyć, zeszłam na dół i siadając przy obiedzie, który zostawiła mi mama, rozłożyłam przez sobą stertę dokumentów. Przegrzebując jedzenie widelcem, upiłam łyk wody ze szklanki, którą postawiłam przed talerzem. Mrużąc wzrok, próbując doczytać mniejszy niż zwykle druk, machnęłam ręką zdenerwowana, wylewając wodę ze szklanki. Większość dokumentów została zalana, a napój spłynął po blacie na podłogę. Klnąc pod nosem, wzięłam papierowe ręczniki i próbując ocalić resztę, wyrzuciłam je do kosza. Spojrzałam na zegarek i rozstawiając kartki na stole, zostawiłam je do wyschnięcia. Włożyłam beanie i wciągając na ramiona pasujący do butów płacz, wyszłam na zewnątrz. Zamykając drzwi, przeszłam kilka kroków za bramkę i kierując się w stronę dormy, w której mieszkał Yoongi, wsunęłam dłonie w kieszenie płaszcza. Przez całą drogę myślałam o miejscu, w które chce mnie zabrać chłopak, orientując się po dłuższej chwili, że nogi szybko zaniosły mnie pod ich dom. Zadzwoniłam do drzwi, czekając aż ktoś otworzy. Gdy w progu pojawił się znajomy wcześniej brunet, zostawił drzwi otwarte i zniknął gdzieś w głębi korytarza. Zdziwiłam się, weszłam do środka i zdejmując buty, przeszłam głębiej mieszkania. Szukając wzrokiem Yoongiego, natrafiłam tylko na Jimina, który siedział w fotelu. Uniósł głowę znad ekranu swojego smartphone'a, zmierzył mnie wzrokiem i przewrócił oczami, kręcąc głową. Westchnęłam cicho, przygryzłam język i czując metaliczny posmak w ustach, postanowiłam milczeć.
- Po co tutaj przyszłaś? - spytał, chowając telefon do kieszeni i podnosząc się z fotela, podszedł nieco bliżej.
- To nie twoja sprawa. - odpowiedziałam, spoglądając w stronę schodów z cichą nadzieją.
- Jesteś na moim terenie. - warknął wrogo, prowokując mnie do ponownego spojrzenia w jego stronę.
- Z tego co mi wiadomo, nie mieszkasz tutaj sam. - przyznałam. - Więc dlaczego rościsz sobie prawo do tej dormy?
- Posłuchaj mnie suko. - popchnął mnie na ścianę, opierając dłoń po prawej stronie. - Pewnego dnia ktoś Cię skrzywdzi i tego dnia nie mogę się doczekać. - szepnął, powodując silny dreszcz, który wzdrygnął moim ciałem. Po tych słowach odwrócił się i wszedł na górę, zostawiając mnie samą. Byłam w szoku. Nie miałam pojęcia, że Jimin tak bardzo mnie nienawidzi. Przełknęłam ślinę dość głośno i czując, że robi mi się gorąco, zdjęłam czapkę, ściskając ją w dłoni. Dopiero teraz mój oddech przyśpieszył, a ja zsunęłam się po ścianie.
- Hej, wszystko w porządku? - czyjeś dłonie spoczęły na moich ramionach.
- Trochę słabo się poczułam. - przyznałam, podnosząc się szybko na równe nogi i próbując uspokoić oddech, uśmiechnęłam się. Chciałam stworzyć pozory, dobrą maskę. - To jak, idziemy?
Chłopak przytaknął twierdząco, wziął mnie pod ramię i wkładając buty w przedsionku, wyszedł razem ze mną.
- Więc co to za miejsce? - spytałam, przechodząc na drugą stronę ulicy tuż obok chłopaka. Zobaczyłam jego uśmiech.
- Niespodzianka. - odpowiedział zdecydowany.
- Nadal upierasz się przy swoim?
- Tak. - przyznał, zastawiając mi drogę.
- O co chodzi? - spytałam, podnosząc brew do góry. Musiałam wyglądać śmiesznie gdyż Yoongi zaśmiał się cicho, wyjmując z kieszeni szal. - Żartujesz, prawda?
- Gdybym żartował, nie byłoby nas tutaj. - powiedział. - Mogę?
Przytaknęłam z lekką obawą. Chłopak zaszedł od tyłu i przewiązując mi szal na oczach, złapał mnie za dłoń. Prowadząc mnie po omacku kilka, może kilkanaście metrów, puścił w końcu moją dłoń.
- Jesteśmy. - przyznał. Podniosłam ręce do szala i ściągając go w dół, moja dłoń opadła wzdłuż ciała. Niebo odbijało się w tafli wody, a ciepłe światło latarni, oświetlało brzeg małego zbiornika. Przysiedliśmy na ławce przed. Yoongi wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wsadzając jednego pomiędzy swoje wargi, wyciągnął dłoń w moją stronę. Poczęstowałam się i biorąc od niego ogień, zaciągnęłam się nieco mocniej niż powinnam. Czując delikatny posmak maliny, spojrzałam na chłopaka, który delektował się używką.
- Po co mnie tu zabrałeś? - spytałam. Yoongi spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dawno się nie widzieliśmy. To dziwne, że chcę zabrać swoją przyjaciółkę w takie ładne miejsce? - zdziwił się.
- Nie o to chodzi.
- Nie podoba Ci się tutaj?
- Wszystko jest piękne. - poprawiłam się szybko.
- Martwisz się o coś? - spytał
- Nie chcę zaprzątać Ci tym głowy. - zdobyłam się na słaby uśmiech.
- Mów.
- Martwię się o Seunggi. - zdeptałam niedopałek. - Przestaliśmy rozmawiać po tym jak zaczęłam spotykać się z Taehyungiem.
- Jeśli pomiędzy wami jest coś poważnego...
- Ależ nie. - przerwałam mu. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Skoro do niczego nie doszło, nie powinien być zazdrosny. - powiedział Yoongi.
- Zazdrosny? - parsknęłam śmiechem. - O mnie czy Taehyunga? - powiedziałam rozweselona.
- W końcu są parą, co w tym dziwnego? - zmarszczył czoło, powodując, że mój uśmiech zszedł z twarzy, szybciej niż się pojawił.

piątek, 19 maja 2017

0-5

*Nawoon*
Lekko zszokowana reakcją Jimina, nie chcąc dłużej o nim myśleć, wróciłam do salonu, siadając na jego miejsce.
- Gdzie Jimin? - spytał Yoongi, gdy tylko wcisnęłam się pomiędzy niego a Seokjina.
- Wyszedł. - przyznałam. - Był jakiś dziwny.
- Dziwny? - zdziwił się, marszcząc przy tym czoło. Wzruszyłam ramionami obojętnie. Chcąc nie chcąc, chłopak musiał zakończyć temat, gdyż na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
- Jak się podobało? - spytał Jinyoung. Chyba nawet nie zauważył, że nie było mnie przez większość filmu.
- Musimy to kiedyś powtórzyć. - przyznał Yoongi z uśmiechem. - To co, będziemy się zbierać? - zasugerował, kierując pytanie do starszego. Kibum przytaknął głową, podniósł się z fotela, w którym siedział i zaczął sprzątać.
- Kibum, daj spokój, posprzątam. - przyznałam. Widząc jak chłopak daje za wygraną, zebrałam towarzystwo i odprowadziłam ich do drzwi. Żegnając się z nimi, zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu.
- Pomogę Ci. - usłyszałam z plecami. Moje serce przyśpieszyło, a kubek do połowy wypełniony makaronem o mało nie wypadł na podłogę. Odwróciłam się i spojrzałam na bruneta, który sięga dłonią w moją stronę, zabierając ode mnie torebkę, którą wcześniej zdążyłam zabrać.
- Nawet nie zauważyłam, że nie wyszedłeś razem z nimi. - przyznałam, biorąc pustą butelkę po napoju.
- Chciałem Ci pomóc i porozmawiać. - przyznał, kierując się ze mną do kuchni.
- Porozmawiać? O czym?
- O Tobie i Jongdae. - powiedział, kładąc reklamówkę na blat kuchenny.
- Myślę, że nie powinny cię interesować nasze relacje. - spojrzałam w jego kierunku.
- Owszem. - przytaknął. - Chciałbym cię tylko ostrzec.
- Przed nim? - odchrząknęłam. - Jakim prawem?
- Nie mogę teraz o tym mówić. - cofnął się kawałek, jakby chciał uciec do wyjścia.
- Przychodzisz do mojego domu i oskarżasz Jongdae bezpodstawnie. - pokręciłam głową. - Masz tupet Seokjin.
- Robię to tylko ze względów moralnych. - przyznał, odwrócił się i wyszedł bez pożegnania.

[noc]

Siedząc na łóżku i patrząc bezczynnie w sufit usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Spojrzałam w ich stronę i zapraszając osobę po drugiej stronie, zachrypniętym "proszę", przykryłam się kołdrą. Seunggi wsunął się do środka dość szybko i siadając naprzeciwko mnie z uśmiechem, podał mi małe pudełeczko.
- Co to? - zdziwiłam się, biorąc je od niego.
- Sama zobacz. - przyznał. Odwiązałam kokardkę i nim zajrzałam do środka, zapaliłam lampkę. Widząc wewnątrz pudełeczka pierścionek z małym, różowym kamieniem, wyjęłam go i włożyłam na palec.
- Śliczny, dziękuję. - powiedziałam z uśmiechem, przytulając go i wracając na swoje miejsce, schowałam puste pudełeczko w szufladzie. - Udała wam się wycieczka z Taehyungiem?
- Było świetnie. - przytaknął i szukając czegoś w telefonie, odwrócił go w moją stronę.
- Zabierzecie mnie kiedyś ze sobą? - spytałam, widząc ich wspólne zdjęcie. W pewnym sensie zazdrościłam Seunggi, że znalazł sobie przyjaciela, który tak o niego dba.
- Jasne. - przyznał, zablokowując telefon i włożył go do kieszeni swoich spodni. - Śpij, nie przeszkadzam Ci już. - podniósł się i skierował do wyjścia.
- Seunggi. - powiedziałam, gdy chłopak złapał za klamkę. Spojrzał przez ramię.
- Tak, Nawoon?
- Kocham cię. - przyznałam cicho.
- Też cię kocham siostro. - uśmiechnął się i wyszedł.

[popołudnie]

Wykonując wszystkie swoje obowiązki, przeszłam kolejny raz przez plac wypełniony dziećmi i ich rodzicami. Doglądając sów Seunggi po raz kolejny natrafiłam na tajemniczego bruneta. Znajdował się zaledwie kilka metrów ode mnie. Siedział na ławce, w jego dłoniach znajdował się sporych rozmiarów zeszyt. Jego włosy rozwiał delikatny podmuch wiatru, a oczy skupiały się raz na drapieżnikach, raz na zeszycie. Skóra przypominała kolor spalonej pomarańczy. Wyglądał na skupionego, a zarazem nieco zagubionego w gąszczu ludzi, którymi był otoczony. Kolejny raz podniósł wzrok znad zeszytu, lecz tym razem jego odwróciła się w moją stronę. Przenikliwy, brązowy wzrok chłopaka, mówiący "precz", wywołał ciarki na całym moim ciele. Cofnęłam się pod presją jego niezbyt przyjaznego spojrzenia i nadeptując na kogoś, odwróciłam się w jego stronę.
- Cześć Nawoon. - uśmiechnął się Taehyung, witając mnie.
- Hej. - odwzajemniłam uśmiech.
- Do której dziś pracujesz? - zapytał.
- A chciałbyś mnie gdzieś zaprosić? - spytałam z ciekawością.
- Może wyszlibyśmy razem do kina?
- Pewnie, czemu nie. - przytaknęłam.
- Przyjdę po ciebie około dwudziestej.
- Będę czekać. - pomachałam mu na pożegnanie i wróciłam wzrokiem na ławkę. Biała kartka, którą zostawił od razu rzuciła mi się w oczy. Wzięłam ją w dłoń i rozgięłam. Przedstawiała ona jedną z ulubionych sów Seunggi. Cienkie linie rysunku sprawiły, że wyglądał dostojnie. Podziwiając ją chwilę, zgięłam ją i wsunęłam do tylnej kieszeni spodni. Przechodząc do biura, siedziałam tam do zakończenia zmiany. Gdy tylko wyszłam z parku, skierowałam się do domu i przechodząc przez próg, pośpieszyłam się do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, ułożyłam włosy, związując je w kucyk i włożyłam na siebie coś wygodnego. Wciskając telefon do kieszeni, złapałam okulary, które leżały na szafce nocnej i zbiegłam na dół. Spojrzałam na zegarek i jedząc szybko pół jabłka, wciągnęłam buty na stopy.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszałam głos Seunggi od strony schodów. Spojrzałam na niego, poprawiając kucyk, uśmiechnęłam się.
- Taehyung zaprosił mnie do kina.
- Kto?
- Taehyung. - powtórzyłam ciszej, widząc reakcję chłopaka.
- Ah, bawcie się dobrze. - przyznał obojętnie i wszedł na górę. Wzruszyłam ramionami i wychodząc na zewnątrz, natknęłam się na Taehyunga, który przeszedł przez bramkę.
- Idziemy? - zapytał. Kiwnęłam twierdząco głową i biorąc go pod ramię, ruszyliśmy do kina.
[...] - Jak ci się podobało? - spytał, mimowolnie łapiąc mnie za rękę.
- Był świetny. - przyznałam z uśmiechem. Nie przeszkadzało mi, że jest tak blisko mnie, pomimo tego, że nie znaliśmy się zbyt długo. Był najlepszym przyjacielem Seunggi, a skoro on zdążył mu zaufać, ja również mogłam to zrobić.
- Powtórzymy to kiedyś, prawda? - zapytał, przepuszczając mnie w drzwiach małej knajpki. Kiwnęłam twierdząco głową na znak, że się zgadzam i wzięłam napój, który zamówił specjalnie dla mnie. Reszta drogi do domu minęła nam spokojnie i dość szybko. Stanęłam przy drzwiach swojego domu, naciskając na klamkę.
- Dobranoc. - przyznałam z uśmiechem, chcąc wejść do środka. Taehyung nadal trzymał mnie za dłoń i spoglądając na mnie z uśmiechem, podszedł bliżej. Kładąc wolną dłoń na moim policzku, przetarł go kciukiem i schylając się, dotknął moich warg. Przytrzymał mnie swoimi ustami i nim się obejrzałam, zakończył pocałunek, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Dobranoc. - szepnął i odszedł. Uśmiechając się, weszłam do środka i zostawiając buty w korytarzu, weszłam po schodach.
- Jak było? - usłyszałam za plecami, podskakując przestraszona. Odwróciłam się i westchnęłam, a na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Cudownie. - przyznałam. - Taehyung jest wspaniały.
- Całowaliście się? - spytał. Miałam wrażenie, że Seunggi zaczyna być zazdrosny.
- Nawet jeśli, to nie powinno cię to obchodzić. - wtrąciłam. - Jestem dorosła.
- Co nie znaczy, że jesteś rozsądna.
- Taehyung to twój przyjaciel. Skoro ty mu zaufałeś, ja też mogę.
- Taehyung nie jest moim przyjacielem. - fuknął i wściekły zamknął się w pokoju na dole. Machnęłam ręką i weszłam do pokoju. Szybki prysznic załatwił sprawę zmęczenia, a ja usiadłam na łóżku i zagłębiłam się w fabule książki, którą podarowała mi mama. Słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości wideo, wzięłam w dłoń telefon i spojrzałam na ekran. Wahałam się kilka sekund, ale odebrałam połączenie, a na ekranie ukazała się uśmiechnięta twarz Taehyunga.
- Skąd masz mój numer? - zdziwiłam się.
- Mam swoje źródła. - przyznał, śmiejąc się. - Leżysz już w łóżku?
- Tak. - przyznałam. - A ty? Dotarłeś do domu bezpiecznie?
- Tak, nie trzeba było się martwić. - mrugnął. - Co czytasz?
- Książkę, którą dostałam od mamy. - przyznałam, pokazując mu okładkę.
- Seokjin uwielbia czytać, musicie się spotkać i porozmawiać na temat książek. Na pewno będziecie mieli dużo do obgadania. - uśmiechnął się. - Nie przeszkadzam Ci, prawda?
- Nie. - odwzajemniłam jego uśmiech. - Taehyung?
- Tak? - spytał
- To co wydarzyło się przed drzwiami...
- Nawoon, podobasz mi się, ok? - nie czekał na odpowiedź. - Było źle?
- Nie, a-ale mnie zaskoczyłeś. - czułam jak na moją twarz wkrada się rumieniec.
- Chciałem cię zaskoczyć. - przyznał. - Pewnie jesteś zmęczona, idź spać, dobrze?
- Dobrze. - przytaknęłam. - Dobranoc Tae.
- Dobranoc Nawoon. - pomachał mi i zakończył rozmowę.

niedziela, 14 maja 2017

0-4

Zamknęłam za sobą drzwi i wkładając słuchawki do uszu, usiadłam na ławce przed domem. Próbując rozluźnić mięśnie, otworzyłam playlistę ze spokojnymi piosenkami i włączyłam jedną z nich. Ściszając ją maksymalnie, próbowałam wsłuchać się w odgłosy otoczenia. Minęło zaledwie kilka minut nim usłyszałam klakson dochodzący z ulicy. Spojrzałam w jego stronę, napotykając wzrokiem czarnego jeepa. Chowając słuchawki w prawą kieszeń spodni, podniosłam się z ławki i podchodząc do samochodu, zauważyłam w środku Somi z Jaebumem. Dziewczyna otworzyła mi drzwi na tylną kanapę. Wsunęłam się do środka, witając moją przyjaciółkę i uśmiechnęłam się miło do Jaebuma.
- To samochód Jinyounga? - spytałam.
- Tak. - przytaknął chłopak, odjeżdżając spod mojej posesji. - Miał przyjechać, ale jakby to powiedzieć... - zatrzymał się, jakby szukał odpowiednich słów.
- Razem z Bamem i Kibumem poszli na imprezę, a wrócili w takim stanie, że nie wiem czy jeszcze żyją. - pokiwała głową dziewczyna, przerywając ciszę, która zaczął Jaebum.
- Mam nadzieję, że im przejdzie. - poprawiłam włosy, zapinając w końcu pas i spoglądając na dziewczynę obok, zmrużyłam oczy. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę na jej twarzy smutek, w momencie jednak uśmiechnęła się i poklepała mnie po kolanie.
- Więc gdzie chciałabyś się wybrać? - spytała, upinając włosy w kucyk.
- Myślałam o dobrym sklepie z ubraniami. - przyznałam. - Od dawna nie byłyśmy razem na zakupach.
- Wiem. - powiedziała cicho. - Nie powinnam tego usprawiedliwiać kilometrami, które nas dzielą, ale muszę.
- Najważniejsze, że się widzimy kochanie. - przyznałam, łapiąc jej szczupłą dłoń. - Prawda Jaebum?
- Oczywiście. - odrzekł, skupiając się na natężającym ruchu ulicznym.

[wczesny wieczór]

Zdjęłam buty w korytarzu i przechodząc z kilkoma torbami wypełnionymi prawie po brzegi do pokoju, odstawiłam je na krzesełko. Wyjmując kolejno nowe urania, zrywałam z nich metki i sortowałam w szafie. Po kilku minutach usłyszałam ciche pukanie do drzwi i nim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś był już w środku. Spojrzałam przez chwilę w ich stronę i widząc Seunggi, odłożyłam koszulkę na wierzch.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, wyjdź. - powiedziałam zła. Nadal dręczyła mnie sytuacja sprzed kilku godzin.
- Chciałbym cię przeprosić. - przyznał. Jego głos był słaby, a słowa nadal nie brzmiały poprawnie. Stojąc do niego plecami, schyliłam głowę, słysząc jak podchodzi bliżej. Zdawało mi się, że czuję jego dłoń na barku, a później wszystko prysnęło i zamiast słowa "przepraszam" usłyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi. Odwróciłam się i spoglądając w ich stronę nieco zasmucona, odwróciłam się, kontynuując układanie kilku, ostatnich rzeczy. Chwytając dłonią torby, które puste leżały na krzesełku, zsunęłam coś dłonią z rogu biurka. Spoglądając w dół, moim oczom ukazała się biała koperta podpisana moim imieniem. Wzięłam ją do rąk i odginając wierzchnią część, wyjęłam coś ze środka. Spoglądając na drugą stronę, moja złość minęła w mgnieniu oka. Wracając wspomnieniami do sytuacji, którą przedstawiało zdjęcie, uśmiechnęłam się.
⁕ Był koniec sierpnia, nadchodziła już wczesna jesień, a my nadal nie mogliśmy nacieszyć się letnim słońcem, którego w owym czasie było już równie mało. Wybraliśmy się na wycieczkę do Buyeo-gun tylko we dwójkę. Dziadkowie swego czasu zostawiali już tylko w domu, a mama bojąc się o ich zdrowie zapewniła im dwudziestoczterogodzinną opiekę, więc nie było nawet mowy o zabieraniu ich w dwugodzinną podróż autobusem. Gdy tylko znaleźliśmy się w owej miejscowości, przesiadaliśmy się do kolejnego autobusu, jadącego do Nonti-ri, a stamtąd już prosto do Seodongyo. Seunggi studiował mapę przez całą drogę. Wtedy miałam wrażenie, że na siłę chce zadbać o moje bezpieczeństwo, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że się martwił. Wysiadając z busa, przeszliśmy kawałek, wchodząc do wnętrza wioski - jeśli tak mogę ją nazwać. Wyjęłam aparat i chcąc zrobić kilka zdjęć budynkom, które przedstawiały dawną architekturę, zrobiłam to dość szybko. Seunggi w tym czasie zdążył mnie wyprzedzić i zniknąć mi z oczu. W pierwszej chwili nie zwróciłam uwagi na jego nieobecność, później jednak błądząc po wiosce, natrafiłam w końcu na przebranych w dawne stroje ludzi. Seunggi otoczony gronem mężczyzn, podszedł do mnie z uśmiechem na ustach i wręczając mi jasnoniebieski strój. Przebrałam się i wychodząc ze środka, moim oczom ukazała się spora grupa nieznajomych. Jak się później okazało, fotografów, których opłacił Seunggi. Dowiadując się w końcu o sesji, którą zorganizował wraz z dziadkami, z okazji lutowego ukończenia szkoły, uściskałam go i wyszłam na prowizoryczny plan. Sesja trwała kilka godzin, pomimo zmęczenia, które towarzyszyło mi pod koniec, byłam zadowolona. A słońce tego dnia zaszło niezwykle szybko, w akompaniamencie śmiechów i podziękowań. ⁕
Siedząc teraz przy biurku powstrzymałam łzy i poprawiając włosy, przypięłam zdjęcie do tablicy korkowej, którą również dostałam od chłopaka. Zapominając równie szybko o sytuacji z rana, przebrałam się i wyszłam na korytarz.
- Hej, Seunggi, dziękuję za zdjęcie. - przyznałam, widząc jak chłopak szykuje się do wyjścia.
- Chciałem cię przeprosić, ale nie do końca wiedziałem jak. - odpowiedział, wkładając buty i spojrzał w moją stronę. - Chciałem zareagować kiedy Jimin buchnął w twoją stronę, ale nie umiałem.
- Zabolało mnie to Seunggi, ale nie wracajmy lepiej do tej sytuacji. - zeszłam po schodach, stając na przeciwko. - Wybierasz się gdzieś?
- Taehyung zaproponował mi dziś wycieczkę na Jeju. - uśmiechnął się. - Chciałabyś iść z nami?
- Nie. - przyznałam. - Zostanę dziś w domu. Może zrobię sobie małe SPA.
- Maseczki są w dolnej szufladzie. - uśmiechnął się. - Uzupełniłem zapasy.
- Dziękuję. - przytuliłam go. - Bawcie się dobrze. Pa.
- Pa. - odpowiedział i wyszedł z domu. Przeciągając się, weszłam do kuchni i siadając na stołku, otworzyłam gazetę, która leżała na blacie. Zagłębiając się w lekturze, na początku nie słyszałam dzwonka mojego telefonu. Nie spoglądając na nadawcę, odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Słucham?
- Cześć Nawoon, jak zakupy z Somi? - spytał męski głos po drugiej stronie.
- Udane. - przyznałam, przewracając stronę. - Słyszałam, że mieliście całkiem udany wieczór z Kibumem i Bamem. - zaśmiałam się.
- Proszę, daj spokój. - odwzajemnił mój śmiech. - Chciałem wybrać się z Jaebumem rano, ale mój żołądek powstrzymał mnie od tej decyzji.
- Mam nadzieję, że już czujesz się lepiej. - przyznałam.
- Tak. - odpowiedział. - Masz palny na dzisiejszy wieczór?
- Długa kąpiel, maseczka i dobra książka.
- Zrezygnuj z tego, mam lepszy pomysł.
- Jinyoung, uważasz, że przebijesz moją maseczkę i kąpiel? - spytałam, słysząc dzwonek do drzwi. Wstałam i otwierając je, zaśmiałam się głośno.
- I oto jestem. - powiedział z uśmiechem, przytulając mnie za progiem. - Mówiłem, że mam lepszy pomysł.
- Tym pomysłem jesteś ty, tak? - zamknęłam drzwi za chłopakiem i prowadząc go do salonu, oczekiwała odpowiedzi.
- Jasne, że tak. - powiedział skromnie. - Mam film, a dobre jedzenie przyjedzie tutaj w równie dobrym towarzystwie.
- Kogo jeszcze zaprosiłeś? - spytałam, nie wiedząc czego mogę się spodziewać.
- Kilka osób. - przyznał. - Nie martw się, obejrzymy film, zjemy i zabiorę ich do domu.
Zmrużyłam oczy z niezadowolenia, ale Jinyoung dotknął mojego policzka i uśmiechnął się, ukazując szereg, prostych, białych zębów. - No dalej, uśmiechnij się kwiatuszku.
Zrobiłam to o co mnie prosił, wstałam z kanapy i nie musząc tłumaczyć mu gdzie idę, wstawiłam czajnik z wodą na płytę grzewczą. Zbierając z blatu gazetę, której nie skończyłam, rzuciłam ją na stos innych czasopism i w jej miejsce postawiłam kilka kubków. Nie wiedząc do końca kto pojawi się na zaaranżowanym przez Jinyounga wieczorze, wsypałam do każdego po dwie łyżeczki sproszkowanej, zielonej herbaty i czekając na gorącą wodę, oparłam się o blat wyspy kuchennej, stając przodem do okna. Widząc zbliżającą się do moich drzwi grupę chłopaków w kapturach i czapkach na głowach, odepchnęłam się dłońmi i skierowałam do drzwi. Dzwonek zadzwonił, a ja równo z nim, rozchyliłam drzwi, robiąc miejsce dla przybyłych gości.
- Hej Nawoon. - usłyszałam od Yoongiego, który przewodził grupie. Z nim, w szeregu do środka weszli, Kibum, Jeongguk, Seokjin i Jimin. Ostatniego chłopaka nie przywitałam z uśmiechem na ustach i zamykając za nim drzwi, przekręciłam w nich klucz dla ogólnego bezpieczeństwa. Gdy wszyscy usiedli w salonie, Jinyoung włączył film i skupił się na rozmowie z Kibumem. Jimin wraz z Jeonggukiem wpatrzyli się w ekran telewizora, a Seokjin wraz ze mną nie był zainteresowany tym co dzieje się na ekranie. Mieszając w kartonowym pudełku makaron, poczułam delikatne szturchnięcie w ramię. Odwracając głowę do tyłu, spostrzegłam Jimina, który wstaje i wychodzi ze salonu. Nie wiedząc na początku o co może chodzić chłopakowi, podniosłam się z miejsca, w którym siedziałam i podążyłam za nim. Widząc jak czeka na mnie w korytarzu, weszłam za nim do kuchni i zmierzyłam go wzrokiem.
- Chciałeś coś ode mnie? - spytałam pełna podejrzeń co do jego zachowania.
- Poniosło mnie dziś rano. - przyznał. - Ale nie jestem facetem, który przeprasza, więc ode mnie tego nie oczekuj.
- Myślisz, że nie powinnam? - podniosłam brew do góry, zaskoczona.
- Rozmawiasz z niewłaściwą osobą Nawoon. - przyznał, wkładając dłonie w kieszenie swojej skórzanej kurtki. - Jestem złym chłopcem, ale przeprosiny należą Ci się od kogoś innego.
- Źli chłopcy nie istnieją. - przyznałam, opierając się o łuk. - Istnieją tylko zranieni, tych których nikt nie kocha. - odwróciłam się, czując zimny wzrok chłopaka i chcąc odejść, poczułam mocny uścisk na prawym przedramieniu. Jimin cofnął mnie do siebie i napierając na moje ciało, przyskrzynił do ściany. Wydałam z siebie ciche westchnięcie i czując jak mój oddech przyśpiesza, spojrzałam na jego twarz. Wpatrywał się w moje oczy przez kilka sekund po czym otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zrezygnował. Mijając mnie bez słowa, włożył buty i czym prędzej wyszedł z domu.

*Jimin*
Wybiegłem na ulicę i kopiąc śmietnik za rogiem, przewróciłem go z dużą łatwością.
- Nienawidzę cię! - wykrzyczałem w niebo, upadając na kolana i zaczynając szybciej oddychać. Moje serce przypominało w tej chwili stado galopujących koni, a skronie pulsował od wyższego ciśnienia krwi. Podnosząc się z kolan, w milczeniu, próbując opanować emocje, skierowałem się do dormy. Powtarzając w głowie słowa Nawoon jak mantrę, co jakiś czas ściskałem nerwowo pięści i przeczesywałem włosy dłonią. Cierpiałem. Naprawdę wierzyłem, że nikt mnie nie kocha, a taka świadomość niezależnie od tego, kim jesteś, boli.

czwartek, 11 maja 2017

0-3

*Yoongi*
Czując na twarzy zimny, poranny powiew wiatru, otworzyłem oczy. Czując ból przechodzący od karku do kości ogonowej, skrzywiłem się i przecierając twarz, westchnąłem ciężko. Nagły dreszcz przeszedł moje ciało, a mój wzrok powędrował na Nawoon, która opierała się o mój bark.
- Hej. - chwyciłem ją za dłoń i kilkukrotnie potrząsając, sprawiłem, że dziewczyna przebudziła się niezadowolona. Zabierając głowę z mojego barku, wyprostowała się i spojrzała na mnie.
- Trochę mi zimno. - przyznała zachrypniętym głosem i przytrzymując się ściany, wstała.
- Może chodźmy do środka? - zaproponowałem, stając obok dziewczyny. Brunetka wyjęła z kieszeni telefon i spoglądając na jego ekranik, przez chwilę coś oglądała.
- Tak. - przyznała, odkładając telefon na miejsce i otworzyła mi drzwi. Wchodząc do środka, zeszliśmy na dół i wyszliśmy w milczeniu z budynku. - Może pójdziemy do mnie? - spytała.
Spojrzałem na nią zdziwiony. Moja twarz musiała wyglądać absurdalnie, gdyż dziewczyna zaśmiała się i pokręciła głową. - Nie wiem o czym pomyślałeś, ale ja miałam na myśli herbatę. Rozgrzejesz się, a później odprowadzę cię do domu jeśli będziesz chciał. - pokręciła ponownie głową i przeszła na drugą stronę ulicy, zostawiając mnie w tyle. - Idziesz? - odwróciła się z uśmiechem i czekając, aż do niej dołączę, przeszła kilka merów. - Zapraszam. - otworzyła bramkę, zapraszając mnie na posesję. Słońce powoli wychodziło zza horyzontu, oświetlając niewielką dormę. Zdawało mi się, że trawa o tej porze wydawała się zieleńsza niż pod wieczór. Wchodząc za dziewczyną do domu, zdjąłem buty w przedsionku korytarza i odłożyłem obok półki. Spoglądając w lustro, które wisiało na ścianie, zauważyłem ciemne worki pod swoimi oczyma. Odkręcając głowę w stronę hałasu, spostrzegłem, że w mgnieniu oka Nawoon zdążyła zniknął w domu. Ruszając przed siebie, spojrzałem w pierwszą wolną przestrzeń za ścianą, która okazałą się kuchnią. Brązowe meble na tle białych płyt podłogowych i matowych ścian w kolorze beżu, zdawały się tworzyć idealne połączenie. Nawoon kręcąc się obok zabudowanej płyty kuchennej zdawała się nie zwracać na mnie uwagi.
- Usiądź Yoongi. - przyznała, nie odrywając się od swojego zajęcia. Wszedłem do pomieszczenia i siadając na stołku przy blacie kuchennym, często nazywanym wyspą, przyjrzałem się dokładniej dziewczynie. Spoglądając na jej brązowe włosy, zauważyłem jedno, szare pasemko. Dziewczyna otarła czoło i zdejmując kurtkę, która miała na sobie od czasu imprezy, położyła na blat. Pod spodem białej koszulki musiała znajdować się czarna bluzka, gdyż wystawały spod niej długie rękawy owej rzeczy. Wcale nie zdziwiłem się dziewczynie, że w końcu zdjęła kurtkę. Dziewczyna w końcu postawiła kubek przed moimi dłońmi i usiadła na przeciwko. Wąchając herbatę o lekko brązowym kolorze, podniosłem ją o ust.
- Ładnie pachnie, co to? - spytałem. Nawoon upiła łyk gorącego napoju i uśmiechnęła się do mnie.
- Miód i zielona herbata. - przyznała. - Nie pijecie zielonej herbaty?
- Rzadko. - odpowiedziałem i idąc w ślad za dziewczyną, upiłem trochę zawartości kubka. Zapewne to sprawa dodanego przez nią miodu powodowała ten końcowy, słodki posmak.
- Mieszkacie razem? - spytała po chwili.
- Tak. - odpowiedziałem.
- Nie kłócicie się o łazienkę? - zaśmiała się.
- Na szczęście każdy pokój jest w nią wyposażony. - poświadczyłem i zawtórowałem jej śmiechem. Naszą rozmowę gwałtownie przerwał dzwonek mojego telefonu. Widząc wyświetlające się imię najstarszego, przesunąłem palcem po ekranie i odebrałem rozmowę.
- Gdzie jesteś? - spytał. Najwyraźniej po raz kolejny ktoś wyprowadził go z równowagi.
- Poza domem. - przyznałem. - Stało się coś?
- Czy wy jesteście odpowiedzialni za ten syf w dormie?
- Nie wiem hyung co stało się w dormie, nie było mnie całą noc. - odpowiedziałem.
- Masz wracać do domu, rozumiesz? - syknął i nie dając mi możliwości wytłumaczenia, rozłączył się. Odłożyłem telefon do kieszeni i spojrzałem w stronę Nawoon, która mierzyła mnie wzrokiem.
- Muszę iść. - przyznałem, odkładając kubek do zlewu.
- Zaczekaj. - powiedziała, zabierając kurtkę z blatu. - Obiecałam, że cię odprowadzę. Poza tym muszę zobaczyć co z Seunggi. - włożyła buty w korytarzu i wychodząc za mą z domu, przełożyła kurtkę przez ramiona.
- Czy nie powinno być tak, że to facet odprowadza dziewczynę do domu? - zaśmiałem się, idąc obok dziewczyny.
- Czasy się zmieniają. - przyznała z uśmiechem.
- Ludzie niekoniecznie. - odpowiedziałem, chowając ręce do kieszeni kurtki. - Następnym razem to ja cię odprowadzę.
- Skąd pewność, że będzie następny raz? - spojrzała w moją stronę.
- Męski, szósty zmysł? - przyznałem, powodując dźwięczny wybuch śmiechu u dziewczyny obok.
- Nie jestem przekonana czy takie coś istnieje. - zasugerowała, przechodząc przez bramę, prowadzącą do naszej dormy.
- Udowodnię Ci. - spoważniałem, otwierając przed nią drzwi. - Proszę.

*Nawoon*
Przekraczając próg dormy, w której mieszkał Yoongi, zakryłam usta dłonią. Na samym wejściu uderzył we mnie smród wypitego alkoholu i wypalonych tamtego wieczora papierosów. Jasnowłosy wyprzedził mnie w korytarzu i wbiegając na górę, zostawił mnie samą. Przechodząc kolejno po pomieszczeniach znajdujących się na parterze, wyjrzałam w końcu do ogrodu. Widząc jak Seunggi siedząc na rozkładanym leżaku, rozmawia z Jiminem i popija piwo, coś we mnie pękło. Podeszłam do nich i zabierając piwo z dłoni Seunggi, przechyliłam je do góry nogami, wylewając zawartość ze środka - a było jej naprawdę niewiele.
- Czy ty do końca postradałeś rozum? - spytałam zła, nie zwracając uwagi na przyglądającego nam się Jimina. Chłopak zmarszczył czoło i podniósł się z leżaka, próbując równo stanąć na nogach. - Przecież ty jesteś kompletnie pijany. - powiedziałam i chwytając starszego ode mnie za ramię, pociągnęłam za sobą. - Idziemy do domu.
- Odbiło Ci Nawoon? - wybełkotał. - Świetnie się bawię. - uśmiechnął się spoglądając na Jimina.
- Sztywniara. - burknął Jimin pod nosem.
- Jimin, umiesz biegać? - uśmiechnęłam się, kierując pytanie do czarnowłosego.
- Tak. - potwierdził.
- To wypierdalaj. - syknęłam zła. Chłopak ścisnął puszkę i rzucając ją na trawę, buchnął do mnie z rękoma, łapiąc kołnierzyk mojej kurtki.
- Ej, zostaw ją. - usłyszałam za swoimi plecami. Jimin spojrzał za mnie i rozluźniając uścisk, odszedł. Spojrzałam w stronę Seunggi, który przyglądała się odchodzącemu Jiminowi i nie mogąc uwierzyć, że nie zareagował, odwróciłam się i podeszłam do chłopaka stojącego na tarasie.
- Przepraszam cię za niego. - przyznał lekko poddenerwowany. - Co z Seunggi?
- Zmądrzeje to wróci do domu. - podsumowałam. Wzruszyłam ramionami i mijając chłopaka, weszłam do środka. Yoongi stał w salonie z wyższym od niego brunetem, który nerwowo przestępował z nogi na nogę, zawzięcie coś tłumacząc.
- Cześć Yoongi. - powiedziałam i odwróciłam się do wyjścia. Chłopak odstąpił od nieznajomego mi bruneta i podszedł do mnie, próbując mnie zatrzymać.
- Już idziesz? - zdziwił się.
- Seunggi jest kompletnie pijany, a ja nie jestem jego matką. - powiedziałam zła.
- Może z nim porozmawiam, co ty na to? - zaproponował.
- To nie ma sensu. - przyznałam.
- Nawoon, cześć. - po mojej prawej stanął Jongdae, kładąc dłoń na moim barku. Odwróciłam twarz w jego stronę i czując oddech chłopaka, odsunęłam się dalej.
- Spadaj Jongdae. - powiedziałam poddenerwowana.
- Nie bądź taka. - wybełkotał i uśmiechnął się do mnie.
- Nie chce z tobą rozmawiać Jongdae. - powiedział ze salonu nieznajomy. Podchodząc do nas po chwili, stanął na przeciwko chłopaka. - Powinieneś już iść, rozumiesz? - wręczył mu kurtkę, w której widziałam go poprzedniego wieczora i odprowadzając go wzrokiem do drzwi wyjściowych, spojrzał w końcu na mnie.
- Hong Nawoon? - spytał i nie czekając na moją odpowiedź, przedstawił się. - Jestem Kim Seokjin. - wyciągnął w moją stronę dłoń. Uścisnęłam ją delikatnie i lustrując chłopaka wzrokiem, westchnęłam. - Macie to posprzątać. - skierował się do Yoongiego i zniknął na górze.
Chłopak pokręcił głową niezadowolony i wyjął telefon.
- Poczekaj chwilę. - przyznał i wyszedł do ogrodu. Korzystając z chwili nieobecności chłopaka, wyszłam na korytarz i naciskając na klamkę od drzwi wyjściowych, pociągnęłam je w swoją stronę.
Spotykając na swojej drodze poznanego wcześniej chłopaka, odsunęłam się, wpuszczając go do środka i zamykając za sobą drzwi, wyszłam za granice posesji.

*Yoongi*
Wróciłem do środka i rozglądając się po salonie, spostrzegłem, że Nawoon zniknęła. Przeglądając jeszcze kuchnię i łazienkę na dole, stwierdziłem, że wykorzystała chwilę i zwiała. Spoglądając na zegarek, doszedłem do wniosku, że porozmawiam z Jiminem. Wchodząc na górę, skierowałem się do jednego z oddalonych od wszystkich pokoi i wszedłem do środka bez pukania.
- Wyjdź. - powiedział chłopka nim zdążyłem postawić nogę za progiem.
- Odwaliło Ci? - spytałem poddenerwowany.
- Mam to gdzieś. - burknął.
- Postaraj się opanować Jimin.
- Ta dziewczyna mnie wkurwia. - powiedział i przeczesał włosy dłonią.
- Chcesz wszystko popsuć?
- Nie mieszajcie mnie do tego. - przyznał.
- Chcesz tego czy nie, jesteś w tym z nami. - podsumowałem.

*Nawoon*
Śpiesząc się do rezerwatu, otworzyłam bramę i zamykając ją za sobą, przebiegłam do biura. Kilkoro pracowników kręciło się już placu, dokarmiając swoich zwierzęcych przyjaciół. Odebrałam więc dostawę i powierzając ją w dobre ręce, pośpiesznie udałam się do sokołów. Dokarmiając kilka sztuk, spełniłam swoje zadanie, nie zapominając również o głodnych sowach Seunggi. Po skończonych zajęciach, który wypełniłam tego dnia, powierzyłam resztę pracy innym i udałam się do domu. Minęła godzina jedenasta nim znalazłam się na miejscu. Zdjęłam przepocone ubrania i wchodząc pod prysznic, szorowałam się dobre pół godziny. Czując jak moja skóra przechodzi zapachem pomarańczy, a włosy w końcu pachną wiśnią, wytarłam się i założyłam nowe ubrania, szczelnie zakrywając moje ramiona i ręce. Siadając w końcu na łóżku, wyjęłam telefon i wybierając numer mojej przyjaciółki - Somi, przyłożyłam telefon do ucha.
- Witaj słoneczko. - powitała mnie.
- Cześć miś. - odpowiedziałam równie miło. - Miałabyś ochotę wyjść gdzieś razem?
- Jasne. - przyznała - Masz coś konkretnego na oku?
- Jeszcze nie. - odparłam. - Przyjechać po ciebie? - zaproponowałam.
- Jaebum mnie podwiezie. - odpowiedziała. - Będę za godzinkę, do zobaczenia.
- Do zobaczenia skarb. - uśmiechnęłam się i odłożyłam komórkę na pościel. Słysząc zamykane na dole drzwi, wyszłam na korytarz i spojrzałam przez barierkę na drzwi wejściowe. Widząc jak Seunggi stoi na korytarzu w towarzystwie Taehyunga, zeszłam na dół.
Brat wyminął mnie bez słowa, chowając się w kuchni, a Taehyung stanął przede mną lekko zmieszany.
- Nie mógł sam wrócić? - spytałam.
- Nie chciałem żeby wracał sam. - odparł Taehyung.
- Jest dorosły.
- Co nie znaczy, że jest odpowiedzialny. - wtrącił.
- Akurat w tym muszę się z Tobą zgodzić. - przytaknęłam.
- Słyszałem, że pomiędzy tobą, a Jiminem doszło do sprzeczki.
- Wiem, że nie ocenia się ludzi po tym jak wyglądają, ale dla niego zrobię wyjątek. - przyznałam. - To zwykły dupek. - podsumowałam.
- Porozmawiam z nim jeśli zajdzie taka potrzeba. - powiedział, zaglądając mi przez ramię. - Lepiej zobaczę co z Seunggi. - minął mnie, stając w wejściu prowadzącym do kuchni. - Do zobaczenia?
- Do zobaczenia. - przytaknęłam twierdząco i wciągając nowe trampki na stopy, wyszłam z domu.

środa, 10 maja 2017

0-2

- Hong Nawoon. - podałam mu dłoń, którą z radością uścisną.
- Jest siostrą Seunggi. - powiedział Taehyung, upijając łyk piwa.
- Twojego..
- Kolegi. - przerwał mu szybko.
- Pewnie. - uśmiechnął się Yoongi. - Może masz ochotę zobaczyć pozostałych?
- Waszych braci? - zdziwiłam się na propozycję chłopaka.
- Czemu nie. - zawtórowałam mu uśmiechem.
- Więc chodźmy. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę tłoczących się ludzi. Przepychając się przez tłum, wyszliśmy w końcu na taras, przechodząc do równie zatłoczonego ogrodu.
- Namjoon hyung! - krzyknął Yoongi, machając ręką. Spojrzałam na osobę otoczoną wianuszkiem dziewczyn. Wyższy od blondyna chłopak machnął mu, zapraszając nas bliżej. Podchodząc do nieznajomego, przyjrzałam mu się dokładniej. Jego fioletowe, matowe włosy były dla mnie nowością.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić. - Yoongi wszedł do kółka, próbując odegnać dziewczyny, które otaczały starszego. Zaraz obok Namjoona pojawił się nieco niższy od Yoongiego chłopak w czarnej czuprynie. Spojrzał na mnie, po czym uśmiechnął się łobuzersko i położył dłoń na ramieniu starszego.
- Spadajcie. - syknął do dziewczyn, które usiłowały zwrócić uwagę Namjoona. Zrezygnowane odeszły od nas, zostawiając naszą czwórkę w krótkim milczeniu.
- To Nawoon, siostra Seunggi. - powiedział w końcu Yoongi. - Kim Namjoon i Park Jimin.- wskazał krótkim skinieniem na chłopaków przed nami.
- Miło cię poznać. - Namjoon obdarował mnie swoim uśmiechem, szukając czegoś w kieszeni.
- Widziałem cię w zoo. - przyznał Jimin, wsuwając ręce do kieszeni kurtki.
- Co taki chłopak robił w rezerwacie? - spytałam, puszczając jego uwagę mimo uszu, mrużąc oczy.
- Szukał takiej pięknej dziewczyny. - mrugnął.
- Ale ona nie szukała takie pozera jak Ty.- przyznałam, odwracając się w kierunku wyjścia. Otworzyłam drzwi i wchodząc do środka, szukałam wzrokiem Seunggi. Znajdując go w towarzystwie niskiej brunetki, przeszłam przez próg i podeszłam do nich, trzymając ręce w kieszeniach mojej kurtki.
- Seunggi, spadam stąd. - przyznałam.
- Iść z tobą? - spytał, odstawiając piwo na podłogę.
- Zostań i baw się dobrze. - przyznałam, poklepałam go po ramieniu i chcąc jak najszybciej wyjść na zewnątrz, przepchnęłam się do drzwi wyjściowych. Otworzyłam je i wychodząc przed bramkę, wciągnęłam świeże powietrze. Spoglądając w górę na księżyc w pełni, ruszyłam w stronę domu. Wciągając czapkę na głowę, powąchałam swoje dłonie.
- Cholera. - burknęłam pod nosem, wyczuwając smród papierosów, którymi przesiąkła moja skóra. Idąc dalej, wpatrzyłam się w trampki, które miałam na nogach i uderzając o coś z niewielką siłą, cofnęłam się do tyłu. Próbując uratować się od upadku, oparłam się o słupek i łapiąc go dłonią, zatrzymałam się, prostując na równe nogi. Usłyszałam ciche sapnięcie przede mną i zdejmując czapkę z głowy, spojrzałam na wprost.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedziałam głośniej, kierując wzrok na twarz osobnika.
- Zapamiętam to już na zawsze. - przyznał z uśmiechem, podchodząc do mnie. - Nic Ci się nie stało?
- Jestem cała. - przyznałam. Wpatrując się w jego oczy i nie mogąc przypomnieć sobie skąd go kojarzę, poprawiłam włosy.
- Przypominasz mi dziewczynę, z którą się wychowałem. - przyznał i odsunął się ode mnie.
- Wiedziałam, że skądś cię kojarzę. - westchnęłam z ulgą.
- Nawoon? - uśmiechnął się.
- Jongdae. - zawtórowałam mu. - Co tutaj robisz?
- Właśnie wybieram się na imprezę. - powiedział. - Może poszlibyśmy razem?
- Tam? - wskazałam na dom, który znajdował się zaledwie kilka metrów od nas. Chłopak kiwnął twierdząco głową. - Właśnie wracam.
- Dlaczego wyszłaś? - spytał zaciekawiony.
- Grupa pijanego bydła, nic więcej. - wzruszyłam ramionami.
- Skoro jest tam, aż tak źle, to może sami wybierzemy się na piwo? - spytał.
- Czemu nie. - przytaknęłam i idąc obok chłopaka, wyszliśmy za róg jednej z ulic. Kupując w sklepie kilka butelek piwa, usiedliśmy w ogródku na tyłach i opierając się o ścianę, jednocześnie otworzyliśmy piwo. Upijając sporą część z butelki, spojrzałam na chłopaka.
- Co robisz w Seulu? - spytałam.
- Dostałam tu propozycję dobrej pracy. - przyznał.
- Wyprowadziłeś się z Bucheon?
- Jakieś trzy lata po tym jak wyjechałaś do Seunggi. - powiedział i wziął kilka łyków piwa.
- Nie rozumiem dlaczego nas nie odwiedziłeś.
- Próbowałem się ustatkować. - spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął. - A z drugiej strony nie miałem pojęcia jak zareagujesz. - odwrócił wzrok, skupiając go na butelce piwa. - Nasze pożegnanie nie skończyło się dobrze.
- Byliśmy młodzi i głupi. - wzruszyłam ramionami, nie chcąc wracać do tematu zamieszkiwania Bucheonu.
- Prawda. - powiedział cicho i odstawił butelkę na bok, otwierając kolejną. - Nadal pracujesz w rezerwacie?
- Zajmuję się tam większością rzeczy. - przyznałam, robiąc to samo co on.
- Nie myślałaś o zrobieniu innej kariery? - spytał.
- Myślałam, oczywiście. - westchnęłam. - Ale nie mogę zostawić Seunggi samego.
- A twoi dziadkowie, rodzice?
- Dziadkowie nie żyją. - popiłam słowa piwem.
- Przykro mi. - przyznał.
- Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ten rezerwat. - przyznałam lekko poddenerwowana. - Kocham zajmować się tymi zwierzętami, ale ta praca jest niebezpieczna, a zarazem niepewna. Widzę, że Seunggi też się z tym męczy.
- Więc dlaczego jeszcze tego nie sprzedaliście? - zdziwił się.
- To cały dorobek moich dziadków. - powiedziałam z wyrzutem.
- Nie możecie cały czas patrzeć wstecz.
- Ale boję się, że te zwierzęta trafią w niepowołane ręce i stanie się im krzywda. - westchnęłam, wypijając piwo do końca. - Pamiętam, że to dziadek uczył mnie obchodzenia z drapieżnikami. Poświęcał im mnóstwo czasu, darzył miłością i szacunkiem.
- Próbuję to zrozumieć, bo widzę, że czujesz się źle. - podniósł się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Podniosłam się z jego pomocą i chwytając go pod ramię, przeszliśmy przed sklep.
- Jongdae, hej. - usłyszałam nagle obok moich ramion. Odkręcając głową w stronę głosu, zauważyłam grupę kilku chłopaków.
- Cześć Jeongguk. - powiedział, witając się kolejno z chłopakami.
- Nie dotarłeś na imprezę. - przyznał i spojrzał w moim kierunku. - Teraz wiem dlaczego.
- Noc jeszcze młoda, prawda? - odpowiedział Jongdae. - To Nawoon. - wskazał na mnie.
- Cześć. - rzucił brunet i spoglądając w stronę wychodzących ze sklepu chłopaków, wrócił wzrokiem do mojego przyjaciela. - Idziesz z nami?
Jongdae spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, a ja kiwnęłam mu twierdząco głową, po czym dołączył do Jeongguka i jego kolegów.
- Baran. - przyznałam zła, kopiąc mały kamień, który leżał na chodniku.
- Kurwa. - usłyszałam za sobą westchnienie. Obejrzałam się i widząc zaskoczonego Yoongiego, schowałam dłonie w kieszenie. Coraz bardziej czułam, że ukrywanie rąk staje się moim uzależnieniem. - Dlaczego wyszłaś tak szybko?
- Nie mój klimat. - przyznałam wzruszając ramionami. - Jeśli się pośpieszysz, zdążysz do nich dołączyć. Daleko nie mogli odejść.
- A co jeśli chcę zostać z Tobą? - spytał.
- Masz szczęście, bo idę w niesamowite miejsce. - przyznałam, ruszając w stronę swojego domu. Słysząc jak Yoongi biegnie do mnie i dorównuje mi kroku, nieco przyśpieszyłam. Wykładając z kieszeni na piersi klucz, włożyłam go do zamka i przekręciłam. Otwierając drzwi, zaprosiłam chłopaka do środka i przekręcając klucz po drugiej stronie, zostawiłam go w drzwiach.
- Chodź. - powiedziałam, wchodząc po schodach prowadzących na dach. Gdy tylko odsunęłam szklane drzwi i wprowadziłam chłopaka do dach, rozejrzałam się, kierując swój wzrok na rozgwieżdżone niebo.
- Nie myliłaś się. - przytaknął chłopak. - Niesamowicie.
- Usiądź, zaraz wrócę. - nakazałam mu. Zachodząc za róg, spojrzałam na klatki. Biorąc zawieszoną na haku rękawicę, nałożyłam ją na rękę i wyjmując ptaka, poczułam ponownie jego ciężar. Wiedząc, że nie zrobi mi krzywdy, zdjęłam jego kaptur i trzymając drugą dłonią sznur, który przywiązany był do jego nogi, odwiesiłam "czapkę" ptaka za hak. Wyszłam na środek i pokazując drapieżnika Yoongiemu, głaskałam jego głowę. Na początku chłopak nie wiedział jak zareagować. Po chwili jednak podszedł do mnie i spojrzał na ptaka. Wyciągnął do niego dłoń i zaczynając delikatnie gładzić jego pióra, spoglądał na mnie z uśmiechem.

poniedziałek, 8 maja 2017

0-1

Przysiadłam na jednej z ramp, przyglądając się bacznie odwiedzającym. Od jakiegoś czasu miałam oko na wszystko co dzieje się dookoła klatek i wystaw. Widząc jak z każdą godziną przybywa w to miejsce coraz więcej osób, zaczęłam patrolować teren, jeśli tak mogę nazwać to zajęcie - "patrol".
Witając kolejne osoby, przechadzałam się pomiędzy nimi, doglądając zwierząt. Dzień był ciepły, więc największą popularność zaczęły zyskiwać w tym okresie wycieczki w plener. Ponieważ parki z reguły były przepełnione, ludzie szukali innych rozrywek, znajdując je w naszym rezerwacie.
Mijając kolejną klatkę z dzikim ptactwem, poprawiłam czapkę, robiąc przy tym spory zamach i trafiając w przechodzącą tamtędy osobę. Czym prędzej odwróciłam się, żeby sprawdzić czy nic nie stało się odwiedzającemu.
- Przepraszam. - powiedziałam skruszona, kłaniając się delikatnie i nie unosząc wzroku znad swoich butów, czekałam na odpowiedź.
- Nic się nie stało. - odpowiedział męski, a zarazem chłopięcy głos. - A z tobą wszystko w porządku?
- Tak. - przytaknęłam cicho. - Jeszcze raz przepraszam. - odwróciłam się, lecz chłopak najwyraźniej nie chciał skończyć rozmowy ze mną, bo zastąpił mi drogę.
- Pracujesz tutaj? - spytał.
- Owszem. - przyznałam.
- Wybacz śmiałość, ale chciałbym zobaczyć twoją twarz.
Westchnęłam cicho i unosząc swoją głowę, spojrzałam na osobę przede mną. Wyższy o głowę chłopak, ubrany na czarno, ze srebrnym zegarkiem na nadgarstku i wisiorkiem w kształcie tygrysa. Na pierwszy rzut oka jego włosy miały kolor blondu. Chłopak zdobył się na uśmiech i rozglądając się dookoła, nagle spoważniał.
- Potrzebuję twojej pomocy. - przyznał po chwili. - Umówiłem się tutaj z moimi braćmi.
- Szukasz konkretnego miejsca? - przerwałam mu.
- Wspominali coś o jastrzębiach. - powiedział. Widząc, że chłopak nie radzi sobie z zapamiętywaniem, uśmiechnęłam się lekko.
- Mamy tutaj kilka rodzajów jastrzębi, sokołów, myszołowów i innych drapieżników. - powiedziałam. - Wskażę Ci kilka punktów na mapie rezerwatu, w których mogą znajdować się twoi bracia.
- Byłbym wdzięczny. - uśmiechnął się.
- Więc chodźmy. - przyznałam i prowadząc chłopaka do biura, wskazałam mu na mapie konkretne miejsca.
- Dziękuję Ci bardzo. - ukłonił się w geście podziękowania i odszedł w swoją stronę.
- Co chciał ten chłopak? - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się w stronę dobrze znanego mi głosu i przechodząc za plecy chłopaka, skierowałam się w stronę swojego biurka. Siadając wygodnie w fotelu, zdjęłam czapkę, odkładając ją na szafkę za mną.
- Szukał kogoś. - przyznałam, kartkując dokumenty, które mi przyniósł, przyjrzałam się dokładnie programowi na najbliższy tydzień.
- Wpadł Ci w oko. - powiedział Seunggi, siadając na przeciwko, przy swoim biurku. Podniosłam wzrok znad kartki i wyprostowałam się w fotelu.
- Przystojny. - uśmiechnęłam się do niego, wracając do swojego zajęcia. - Która godzina?
- Jedenasta dwadzieścia dwie. - powiedział chłopak.
- Nie powinieneś iść przypilnować sów? - spytałam, jeszcze raz spoglądając na chłopaka. Brunet tylko kiwnął twierdząco głową i wyszedł, zostawiając mnie samą. Odeszłam od biurka i wychodząc na niewielki korytarz, przypięłam na tablicy korkowej plan na kolejne dni tygodnia. Naciągając na dłonie czarne rękawiczki, wyszłam na zewnątrz i śpiesząc się na oddzieloną szybą frakcję, przyłożyłam kartę do drzwi. Słysząc zamek, który odblokował się z charakterystycznym kliknięcie, zabrałam grubą rękawicę ze środka i przeszłam drzwiami na świeżą trawę. Stając przed jedną, ogromną klatką dla ptaków, otworzyłam metalowe drzwiczki i gwiżdżąc trzykrotnie, spojrzałam w górę.
Przepiękny białozór spoczął na mojej ręce, kręcąc głową w różne strony. Gładząc ptaka po głowie, podeszłam bliżej szyby. Spoglądając co jakiś czas na ludzi tłoczących się przy barierze oddzielającej ich od drapieżnika, uśmiechałam się miło. Unosząc rękę wyżej, odeszłam dalej i obracając się kilkukrotnie dookoła, zaprezentowałam ptaka. Od jego białych piór odbijało się wiosenne słońce, a jego przenikliwe, czarne oczy rejestrowały najmniejszy ruch za szybą. Ptak nagle wzbił się w powietrze i latając raz niżej, raz wyżej, usiadł w końcu na mojej ręce. Ostatni raz pogładziłam jego lśniące pióra i wkładając go do klatki, zamknęłam drzwiczki za sobą. Odeszłam do drzwi i widząc rozchodzący się tłum, weszłam do pomieszczenia za nimi. Odłożyłam rękawicę na wieszak i wyszłam na korytarz, kierując się w stronę klatek z sowami. Przeglądając kilka z nich, sprawdziłam pracę swojego brata i skierowałam się w drogę powrotną do biura.
- Dobrze Ci poszło. - usłyszałam z boku. Odkręciłam głowę w stronę głosu i zaśmiałam się.
- Seunggi, czy ty jesteś wszędzie tam gdzie nie powinieneś być? - spytałam, idąc z nim w stronę budynku.
- Podziwiam siostrę przy pracy. - przyznał zadowolony.
- Jestem skora w to uwierzyć, ale powiedz konkretnie o co Ci chodzi. - spojrzałam na niego.
- Wiem, że od śmierci dziadków nigdzie nie wychodzisz. - powiedział smutno. - Chciałbym zabrać cię na przyjęcie.
- Słowo "przyjęcie" w ustach dwudziestosześciolatka brzmi śmiesznie. - przyznałam.
- Wolisz słowo "impreza"? - spytał.
- Tak. - przytaknęłam, przechodząc przez drzwi. - Pójdę z Tobą, bo nie chcę żebyś był tam sam, ale robię to tylko ze względu na tą jedną rzecz.
- Dziękuję Ci. - uśmiechnął się i objął. - Zobaczymy się w domu, pa.
- Pa. - machnęłam mu na pożegnanie i siadając przy biurku, otworzyłam laptopa. Zamawiając jedzenie dla zwierząt, sprzątnęłam biurko i spoglądając na zegarek, który wskazywał wpół do czwartej, zamknęłam biuro i zbierając się na wieczorny obchód, sprawdziłam wszystkie klatki. Doglądając kilku moich ulubieńców, wyszłam w końcu za bramę i zabezpieczając ją kodem antywłamaniowym, przekręciłam klucz w zamku. Przeszłam na drugą stronę ulicy i idąc jeszcze kilka minut, weszłam do domu. W progu przywitała mnie uśmiechnięta mama, która śpieszyła się do biura ojca. Ściskając mnie na pożegnanie, wyszła zostawiając na blacie w kuchni ciepły posiłek. Odkryłam talerz, spoglądając na gorący ryż z warzywami i zabierając łyżkę ze stojaka na sztućce, usiadłam przy stole, zajadając się daniem, które przygotowała.
- Jak myślisz, będzie dobrze? - spytał Seunggi, stając w futrynie dzielącej korytarz i kuchnię. Przyjrzałam mu się dokładniej i kiwnęłam twierdząco głową. - Nic więcej nie powiesz? - zdziwił się.
- Ta kurtka idealnie pasuje do tego golfu. - zaśmiałam się, kończąc niewielką porcję jedzenia.
- Dzięki siostro. - przewrócił oczami i wyszedł na korytarz. - Jedziemy za dwie godziny, pośpiesz się. - powiedział i zamknął drzwi do swojego pokoju głośniej niż zwykle. Cholerne przeciągi. - pomyślałam i odkładając talerz do zlewu, przeszłam do swojego pokoju. Zdjęłam przepocone ubrania i zabierając bieliznę z szuflady, przeszłam do łazienki. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i wyrzucając przed ubrania do kosza na brudną bieliznę, weszłam pod prysznic. Zmywając z siebie trud kolejnego, przepracowanego dnia, nałożyłam szampon na włosy i próbując nie zwracać uwagi na ramiona, umyłam włosy. Susząc je po jakimś czasie, wciągnęłam na siebie czarne spodnie z przetarciami na kolanach i dołączając do nich pasującą górę, związałam włosy w kucyk. Wychodząc z pokoju, naciągnęłam na stopy niskie trampki i zapukałam w drzwi pokojowych Seunggi. Odpowiedział mi cichym "wejdź". Spojrzałam do środka z uśmiechem i odsłaniając swój outfit, poprawiłam włosy.
- I jak? - spytałam. Chłopak podrapał się w brodę, podniósł z krzesełka i podszedł do mnie. Robił tak za każdym razem widząc mnie w nowych ubraniach.
- Jesteś piękna jak zawsze. - uściskałam mnie z radością i wyszliśmy razem na korytarz.
- Gdzie będzie ta impreza? - spojrzałam jak chłopak mocuje się z butami, w końcu wciągając je na swoje stopy.
- W dormie kilka ulic stąd. - przyznał.
- A myślałam, że znam wszystkich twoich przyjaciół. - włożyłam telefon do kieszeni spodni i idąc obok chłopaka, wyszliśmy z domu, kierując się w stronę jednej z tych bogatszych dzielnic w okolicy. Miałam wrażenie, że brunet puścił moją kąśliwość mimo uszu i szedł dalej, po chwili jednak zaśmiał się i odpowiedział.
- Jeszcze dużo o mnie nie wiesz. - przyznał, łapiąc mnie pod rękę i poprawiając mi kucyk, który swobodnie bujał się na wszystkie strony, wskazał na dom przed sobą. - To tutaj.
Spojrzałam na wprost, lustrując budynek z zachwytem. Przed progiem przywitała nas grupka rozbawionych chłopaków, zapraszając do środka. Gdy tylko przekroczyłam próg dormy, wyprzedziłam Seunggi, zostawiając go z tyłu i przyglądając się ludziom dookoła mnie, zabrałam piwo z szafki.
- Nawoon, chcę Ci kogoś przedstawić. - usłyszałam za plecami. Upiłam łyk cierpkiego napoju i spoglądając za siebie z butelką w ręce, uśmiechnęłam się. Widząc zaskoczenie i zadowolenie malujące się u chłopaka stojącego przy lewym boku mojego brata, uśmiechnęłam się.
- Nie wiedziałem, że jesteś siostrą Seunggi. - przyznał pierwszy, odwzajemniając uśmiech,
- A ja nie wiedziałam, że jesteście przyjaciółmi. - przytaknęłam.
- Skoro już się znacie, zostawię was samych. - powiedział Seunggi, biorąc piwo ze stołu i kierując się w stronę nieznajomych mi dziewczyn, zaczął z nimi rozmowę.
- Długo się przyjaźnicie? - spytałam Taehyunga, który odkładał pustą butelkę po piwie na stolik, zastępując ją nową.
- Poznaliśmy się całkiem przypadkiem. - uśmiechnął się chłopak.
- Byłam przekonana, że znam wszystkich jego znajomych. - zaśmiałam się. - Do dziś.
- Taehyung, mógłbyś po... - spojrzałam w stronę, z której dochodził głos. Jego lekka zachrypnięta barwa zwróciła moją uwagę, powodując jednocześnie zaskoczenie i ciarki na plecach. Spotykając mój wzrok, chłopak zatrzymał się, a jego jasna czupryna opadła na czoło. Oczy koloru brązowego spoczęły na moich ramionach, lustrując mnie od góry do dołu. Poprawiając skórzaną kurtkę, uśmiechnął się przyjaźnie i podszedł do naszej dwójki. - Cześć, jestem Min Yoongi.

środa, 3 maja 2017

Prolog

Wciągnęłam grubą, skórzaną rękawicę na dłoń i odsuwając drzwi, wyszłam na zewnątrz. Wczesny, wiosenny powiew wiatru przeczesał moje włosy i muskając delikatnie moje policzki, uleciał dalej. Zmrużyłam oczy, naciągnęłam starą, czarną czapkę na głowę i wychodząc na zieloną trawę, rozejrzałam się dookoła. Włożyłam gwizdek do ust i dmuchając w niego trzykrotnie, wyciągnęłam rękę przed siebie. Charakterystyczny trzepot skrzydeł sprawił, że uśmiechnęłam się pod nosem i spuściłam wzrok w ziemię. Czując opadający na moją rękę ciężar ciała zwierzęcia, podniosłam głowę i spojrzałam prosto w oczy ptaka. Przepięknie upierzony sokół spoczywał na moim przedramieniu, prezentując się w całej majestatycznej okazałości jak sądziłam, tylko mnie.
- Idzie Ci coraz lepiej. - usłyszałam za plecami. Odwracając głowę w stronę chłopaka, przewróciłam oczami i wróciłam do podziwiania zwierzęcia.
- Wiem o tym. - przyznałam, oglądając prawe skrzydło.
- Nawoon, on niedługo będzie nas musiał opuścić. - powiedział Seunggi.
- Jestem tego świadoma. - przytaknęłam. - Poświęciłam mu mnóstwo pracy i na prawdę będę za nim tęsknić. - włożyłam kaptur na głowę ptaka, zapinając go jednym ruchem z tyłu głowy sokoła. Odwróciłam się w stronę klatek i włożyłam go do jednej z nich. Spoglądając smutnym wzorkiem na pozostałe dwie sztuki, westchnęłam.
- Wiem, że ci ciężko, ale musimy już iść. - przyznał chłopak, dotykając mojego ramienia.
- Idź, zaraz dołączę. - przyznałam z delikatnym uśmiechem, chcąc tylko i wyłącznie pozbyć się chłopaka. Gdy tylko zniknął, otworzyłam klatkę i przytuliłam sokoła. Był dla mnie czymś więcej niż drapieżnikiem. Pomimo tego, czując wyrzuty sumienia, zamknęłam czym prędzej klatkę i zdejmując rękawicę, rzuciłam ją wściekła w kąt. Ocierając kropelki potu, które zebrały się na moich brwiach, założyłam bluzę i zbiegając na dół, przywitałam się z resztą załogi, udając się po kilku minutach w swoją stronę.